Menu Zarezerwuj
Puro Mag

KRAKÓW: Azja nie tylko na talerzu

28.05.2020 City

Po kulinarnej wycieczce po Krakowie śladem egzotycznych smaków, dziś zapraszamy Was do innej, intrygującej odsłony. Kraków pełen jest azjatyckich akcentów, także w sztuce, modzie i szeroko pojętej kulturze, które dostarczają niecodziennych wrażeń. Udanych podróży!

Japońska fala w zakolu Wisły

Nie ma Azji w Krakowie bez Muzeum Manggha, „domu dla kolekcji sztuki japońskiej”. Zgromadzona głównie przez Feliksa Mangghę Jasieńskiego, przechowywana od 1920 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie, w 2009 przeszła pod skrzydła Muzeum Manggha jako samodzielnej placówki muzealnej. Charakterystyczny budynek w kształcie fali (zaprojektowany przez wybitnego japońskiego architekta Aratę Isozakiego) stał się, tak jak rozsiadły vis a vis Wawel, wizytówką kulturalną Krakowa i ikoną współczesnej architektury. Został wkomponowany w meandry płynącej pośrodku Wisły, by nie zakłócić trwającego od dawien dawna genius loci. W Muzeum Manggha działa Archiwum Andrzeja Wajdy oraz Szkoła Języka Japońskiego. W powstałym w 2015 roku budynku Galerii Europa – Daleki Wschód, można oglądnąć zachwycające wystawy prezentujące szeroko pojętą sztukę, kulturę i technikę krajów Dalekiego Wschodu. Polecamy wyprawę kładką na taras muzeum, by rozsiąść się z czarką wypełnioną aromatyczną japońską herbatą bancha na tarasie Cafe Manggha i napawać oczy widokiem Zamku Królewskiego, a na wiosnę zapachem różowego kwiecia japońskich wiśni… Na co dzień zaś rzeźbą Aleksandra Janickiego, stalowym żurawiem wykonanym w technice origami. Pięciometrowy ptak, japoński symbol długowieczności, uosabia dialog tradycji z nowoczesnością oraz kultury japońskiej i europejskiej.

 

 

Igłą i kreską Azja malowana

Obraz krakowskiej Azji układa się nie tylko z kulinarnych puzzli, lecz z działań niezwykle utalentowanego duetu Pat Guzik i Mateusza Kołka. Często podróżujący do Chin i Japonii artyści, projektują i rysują czerpiąc inspiracje z azjatyckiej ikonografii, japońskiej popkultury i street artu. Mateusz, znany z ilustracji do czołowych polskich magazynów, często jest proszony o narysowanie plakatów dla krakowskich azjatyckich restauracji. Jego oszałamiającymi grafikami szczyci się bar Youmiko, na ścianie zawisł słynny „Fish Market”, w Taj Kraków spogląda na nas mateuszowy tygrys, a we wnętrzach Ramen People i Wschód Bar, wataha kocich samurajów broni miski ramenu, a w Tokyo pada deszcz. Sam o sobie pisze, że w azjatyckich podróżach nie używa telefonu do robienia zdjęć, a cykl rysunków z czteromiesięcznej podróży po Hong Kongu nazwał "Rzeczy które widziałem, ale nie miałem smartfona". - To hołd dla momentów, które z jakiegoś powodu zwróciły moją uwagę i mogły być też metaforą czegoś bardziej ogólnego, naszych czasów, relacji w dużym mieście, naszej natury - mówi.

Z Pat Guzik, projektantką mody, tworzy nie tylko rysunki na jej ubrania, lecz także niezwykłe pop up shopy w duchu mody zaangażowanej i zrównoważonej. Jeden z butików prezentował linię ubrań upcyklingowych stworzonych we współpracy z Cooperative Spółdzielnia Ushirika. Razem z Mateuszem tworzą kolekcję, które stanowią połączenie kultur i doświadczeń europejsko-azjatyckich. Wszystkie nadruki na tkaninach i akcesoriach są wynikiem długich poszukiwań na dwóch kontynentach i w dwóch głowach.

Jak projektuje Pat? Tworząc autorskie kolekcje w duchu mody zrównoważonej, eliminuje odpady krawieckie i wykorzystuje to, co zastane, nadając swoim ubraniom ponadczasowy charakter, wymykający się modom i trendom. Jej kolekcje przenoszą nas w podróż po Azji, nie tylko dzięki naniesionym na nie komiksowym grafikom Mateusza, lecz także uniwersalnemu krojowi gdzieś między high a street fashion. Przypominające robocze mundurki ubrania z ascetycznymi dodatkami lub oversizowe koszulki z ogromnymi nadrukami w Polsce nosi się tak samo dobrze, jak w Hong Kongu. Tam zresztą powstała kolekcja kapsułowa dla marki Shanghai Tang. Choć szyje w Krakowie, swoją kolekcję „We All Come From a Place” Pat najpierw pokazała w Hong Kongu podczas Centre Stage Asia's Fashion Spotlight. Jeszcze na studiach, zaprojektowała kolekcję „Heaven Is A Place On Earth”, która została uhonorowana nagrodą Eco Chic Design Award i otworzyła przed krakowską projektantką rynki Azji. Najnowsza kolekcja „There Were Never Flowers, There Was Fire” obrazuje świat po katastrofie. Postapokaliptycznej wizja, w której para przybyszów o nadprzyrodzonych wymiarach bada martwy górski krajobraz, bezlitośnie obnaża nasz pęd do zagłady. Tęczowe skały pozbawione fauny i flory, z dysonansem pomników współczesnej cywilizacji: autostradą i metalowym wózkiem na zakupy. Atmosferę wyobcowania i niepokoju podbijają zaburzone proporcje. Sztuka użytkowa - do noszenia i podziawiania.

Kim jest Quin?

Kultową postacią zaopatrująca od lat w autentyczne azjatyckie produkty krakusów. Na pytanie, gdzie udać się po najlepsze tofu, liście kafiru, tempeh, kawę wietnamską, świeżą pachnotkę zwyczajną (japońskie shiso), tajską bazylię czy musztardowiec, odpowiada się chórem „U Quina!”. Azjatycki sklep spożywczy na krakowskiej „tandecie” działa od 2013 roku - prawdziwy pionier! - odwiedzają go wszyscy, którzy chcą choć raz doświadczyć, nie wyjeżdżając z Krakowa, magii azjatyckich „sklepów ze wszystkim”, lub odtworzyć smaki z dalekowschodnich podróży. Pan Quin pochodzi z Hanoi, a do Krakowa przyjechał studiować na Politechnice. Brak pracy i nadarzająca się okazja na otwarcie własnego biznesu - początkowo marzył o restauracji - zaowocowały azjatyckim sklepem. Przeszkadzało mu to, że w wietnamskich barach w Polsce nie podaje się świeżych oryginalnych warzyw, a jedynie kapustę pekińską i marchewkę. Bywalcy „chińczyków” lubili zjeść mięśnie i dużo za niewielką cenę. To utrwalało stereotypy o kuchni azjatyckiej. Sklepowe półki Pana Quina wyglądają inaczej, dosłownie uginają się od rozmaitych frykasów i rzadkich składników. Mamy tu ogromny wybór sosów, w tym kilka rodzajów rybnego, ryżu, makaronu, jest i soba, i udon, suszonych grzybów. Można zaopatrzyć się w świeży galangal, kolokazję (inaczej taro), szpinak wodny (kankong), liście pieprzu, pędy młodego bambusa, a nawet durian. Sam Quin gotuje wybornie, czasami można się załapać na jego wietnamskie dania, poza tym uwielbia opowiadać o kuchni rodzimego kraju i cierpliwie objaśnia przeznaczenie produktów, można rzec prowadzi prywatny Azjatycki Dom Kultury.

Cesarzowa Kiszonek

Bożena Stawicka, znawczyni kuchni azjatyckiej, niekwestionowana cesarzowa kiszonek i fermenterka wszystkiego, posiadaczka nieskończonej wiedzy na temat kuchni Dalekiego Wschodu, mieszka w Krakowie! Znają ją bywalcy festiwalu kulinarnego Najedzeni Fest!, podczas którego częstowała gości kiszonym świńskim uchem, znają odwiedzający bar Żonglerka i klub Barka z kulinarnych pop upów, gdzie gotowała pho i piekła pączki nadziewane rybami, i wszyscy ci, którym udało się skosztować jej znakomitej kuchni i smażonych jedwabników w krótko istniejącym własnym barze Mała Azja. W swoim mieszkaniu dwa pokoje zmieniła w spiżarnię. Tu na półkach piętrzą się egzotyczne przyprawy, wielkie i małe słoiki pełne kiszonek: rzodkiew z japońskim cytrusem yuzu, agrest, rzepa, rdestowiec, jabłko, shiso, musztardowiec, czarna marchew, jajka, kwas owsiany i chlebowy. Kocha kuchnię tunezyjską i senegalską (w tych krajach spędziła kilka lat życia), wietnamską i kuchnię dawnych republik radzieckich, z której wielokulturowości czerpie pełnymi garściami. Można umówić się z nią na warsztaty, kolację, obiad, a wskazówek kulinarnych udziela przez facebooka.

Zjedz z Mirą


Mira Park to Koreanka od lat mieszkająca w Krakowie. Urodziła się i wychowała w Haenam, a gotowania uczyła się od mamy i starszych sióstr. W Krakowie mieszka od ponad dziewięciu lat. Tutaj, na tarasie stworzyła nawet własny ogród. Hoduje w nim nie tylko warzywa, ale też najważniejsze przyprawy używane w koreańskiej kulturze. W swojej przestronnej kuchni gotuje w ramach projektu eataway, w którym jest chyba najbardziej obleganą kucharką. Koreańska uczta u Miry jest warta grzechu, a wizyta w jej kuchni i skosztowanie jej wybornego kimchi o różnym stopniu ukiszenia, które gospodyni wyciąga z kilku lodówek, robi piorunujące wrażenie. Mira tłumaczy gościom znaczenie świecących znaków alfabetu hangul na przyciskach chłodziarek, które w znany tylko jej sposób kontrolują fermentację zapobiegając warzywnemu wybuchowi. Na przystawkę zawsze podaje kimchi i kiszone rzodkiewki, potem na stole pojawiają się różne przystawki, banchanami: maleńkie sardynki z orzechami włoskimi, smażonymi boczniakami, ciastkami rybnymi, pikantnymi kalmarami i fluorescencyjnie różową japońską rzepą, daikonem. Mira ma słabość do naszej bolesławieckiej ceramiki, i serwuje dania w tychże charakterystycznych, stemplowanych na niebiesko naczyniach: zupę Doenjang, koreańską zupę miso, makaron z batatów japchae, przyjemnie czosnkową wołowinę bulgogi, spring rollsy z warzywami i kurczakiem z obłędnym fistaszkowym sosem, słodko-kwaśnego kurczaka. A na deser tradycyjny koreański biszkopt przekładany masą z czerwonej fasoli i aromatyczny kompot, sujungwa, na bazie imbiru i owoców persymony. Mira specjalnie dla wegetarian stworzyła menu , w którym królują wegetariańskie warzywne pankejki, makaron japchae, Inari Sushi z tofu i deser Hotteok – placuszki nadziewane orzechami, cynamonem i posypane brązowym cukrem. Niespodziankę Mira chowa na sam koniec: wyciąga z szafy koreańskie kimona i zachwycone panie mogą choć na chwilę poczuć się jak w dalekiej Azji. Mira prowadzi warsztaty kuchni koreańskiej, a w jej kulinarnym portfolio znajdziecie propozycje kolacji: „Korean Sentiment”, „Noodle Lovers”, „Mandu Maniacs”, „Ko-Mex: Mira and Karen for Brześć Kids”, „Korean BBQ”. Umów się z Mirą Park!

 

Tekst: Kasia Pilitowska
Zdjęcia: dzięki uprzejmości instytucji oraz bohaterów tekstu

Similar articles

PURO MOOD for FOOD: Less is more
24.07.2016 City

PURO MOOD for FOOD: Less is more

KRAKÓW: Kulinarna randka w ciemno
24.08.2015 City

KRAKÓW: Kulinarna randka w ciemno