08.04.2015

PURO Travels: Udabno znaczy pustynia

O odwadze, miłości do Gruzji, otwartości na to, co przynosi życie, trudnej pracy i tęsknocie za Polską rozmawiamy z Ania Gajdą, podróżniczką, pomysłodawczynią i współautorką sukcesu Oasis Club w Udabno oraz Baru Warszawa w Tbilisi.   

To brzmi zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe. A jednak! Odważni ludzie realizują swoje marzenia, wprowadzają w życie pomysły, które innych przyprawiają o zawrót głowy i ciarki na plecach. Bo przecież nie lada odwaga jest potrzebna, żeby przeprowadzić się na pustynię, guzińsko - azerskie pogranicze, zabierając jedynie plecak z rzeczami pierwszej potrzeby. Tam właśnie zamieszkali Ania i Ksawery, w gruzińskiej wsi Udabno, położonej na drodze do wykutego w skałach kompleksu monastyrów Dawid Garedża, jednego z najpiękniejszych i najcenniejszych zabytków Gruzji. Do 2013 roku Udabno było maleńką wsią, kropką na mapie, a teraz dzięki zbudowanemu tam przez Anię i Ksawerego Oasis Club - restauracji, schroniska dla strudzonych podróżą i zimnym gruzińskim wiatrem turystów, a przede wszystkim ich domu - usłyszało o nim znacznie więcej ludzi. Jak pisze Ania: “O Oasis Club i Udabno mówiono już nie tylko w polskich mediach, ale także azerskich, gruzińskich, czeskich.” Zresztą, idąc za ciosem, wzięli się za realizację kolejnego pomysłu czyli Baru Warszawa w Tbilisi. I chociaż nie było łatwo, a nostalgię trzeba czasem zagłuszać czaczą, to nie można oprzeć się wrażeniu, że podążanie za marzeniami i głosem serca daje szczęście.

 

 

Skąd pomysł na Gruzję? Jednym słowem jak się tam znalazłaś? Od czego się zaczeło?

Zaczęło się od  projektu rozwijania agroturystyki w czeczeńskiej wiosce, w Gruzji, w rejonie Kachetii. Spędziłam tydzień w górach Kaukazu i wystarczyło żeby się zakochać w tym magicznym miejscu. Wracałam tam kilka razy jako turystka, aż w końcu kupiłam bilet w  jedną stronę i spakowałam troche więcej rzeczy niż na wakacyjną wyprawę.

Nie obawiałaś się braku znajomości języka? Jak wygląda Twoja komunikacja z Gruzinami?

Z młodymi ludźmi dogadasz się po angielsku albo niemiecku, ze starszymi po rosyjsku. Zaczęłam się też uczyć gruzińskiego. Alfabet jest nieziemsko piękny, wygląda na trudny, ale uwierz mi - to najłatwiejsza część języka gruzińskiego. Za to wymowa i gramatyka są znacznie trudniejsze. Jest dużo wyrazów, w których masz kilka spółgłosek pod rząd, które musisz zapamiętać, a następnie wymówić... Gruziński język jest jedyny w swoim rodzaju, nie podobny do żadnego innego.

 

 

Wyjechałaś tam by otworzyć restaurację na pustkowiu. Nie myślałaś, że może hostel na takiej trasie miałby większe powodzenie?

Po prostu lubię gotować. A jak ktoś lubi i umie gotować to chociaż raz w  życiu powinien mieć doświadczenie z gastronomią. Może nie “powinien”, ale ja bardzo to polecam! To oczywiście super przygoda, ale również sprawdzian. Umiejętności i cierpliwości. A hostel w Udabno już się buduje. Nie trzeba było długo czekać...

 

 

Nie każdego stać na taką wyprawę… i nie mam na myśli jedynie odwagi i samozapracia.

Mieliśmy trochę swoich oszczędności, trochę pożyczyliśmy. Opłacało się. W budowie pomagali nam znajomi, których poznałam w Tbilsii. Było międzynarodowo, śmiesznie, ciekawie ale nie będę ukrywała, że chwilami też bardzo ciężko. Pomagali nam również miejscowi z jedynej w okolicy wioski. Bezustannie stroili sobie z nas żarty, ale pomagali. A gruzińskie dzieciaki to już w ogóle... Nie dało się ich odpędzić od cegieł, łopaty czy cementu. Lubiły uczyć się nowych angielskich słówek w zamian za uczenie nas gruzińskich.

 

 

Jaka była reakcja rodziny i znajomych na wieść o Twoim wyjeździe?

Nie było łatwo ich przekonać. Nie podzielali entuzjazmu i ekscytacji, które wzbudzał we mnie ten pomysł. Uważali go za zupełnie szalony. Jednak z czasem zrozumieli, że to, co tutaj robiłam i wciąż robię, przynosi szczęście i spełnienie.

Spodziewałaś się tego co Cię czeka? Jak to wygląda z perspektywy czasu?

Oba pomysły, Oasis Club i Bar Warszawa, były trafione w dziesiątkę. Czego się spodziewałam? Oasis jest położone na pięknej malowniczej trasie do monastyru Dawid Garedża, gdzie ciągną turyści z całego świata. Monastyr znajduje się w pierwszej dziesiątce głównych atrakcji Gruzji. Z głównej drogi skręcasz w tą prowadzącą do Dawid Garedża. Od tego momentu masz przed sobą półtorej godziny jazdy, po niezbyt dobrej drodze, i do tej pory nie było tam ani jednego sklepu. Ani baru. Ani toalety. A teraz jest coś znacznie lepszego! Jest restauracja. Domki do wynajęcia. Jak już wspominałam - buduje się hostel. Jest niezwykła atmosfera, przyjaźni ludzie, dobre jedzenie, możliwość oderwania się na chwilę od rzeczywistości i zatopienia w step i jego ciszę.

 


 

I spotkania Gruzinów…

Tak. Ci ludzie są niezwykle gościnni, uwielbiają pić wino i śpiewać. Mają mały problem z podejściem do pracy i punktualności, ale co tam! Można się przyzwyczaić. Zapraszają nieznajomych do domów, częstują tym, co mają. Fajnie jest się im jakoś odwdzięczyć (rada dla tych, którzy się wybierają do Gruzji - nie pieniędzmi, tylko gestem). Kochają Polaków!

Gruzini są czasem porywczy, czasem romantyczni i emocjonalni. Mówią tak głośno, że wiele razy myślałam, że się kłócą. A to była rozmowa o pogodzie albo wczorajszym obiedzie. Są bezpośredni i otwarci.

Byłam świadkiem wielu, niespotykanych w Polsce, sytuacji... Do autobusu wsiada mężczyzna z dzieckiem. Nie ma już wolnych miejsc. Chłopak siedzący koło drzwi bez słowa sięga po dzieciaka i sadza go sobie na kolanach. Po trzech przystankach ojciec zabiera dziecko, dziękuje i wysiada. Nie zastanawiał się, dlaczego ten chłopak bierze dziecko na kolana, bo to normalne - zwykła, bezinteresowna pomoc. Dziecko nie płakało, bo jest przyzwyczajone od najmłodszych lat, że każdy je bierze na ręce. Gdy wsiadam do autobusu wracając  z bazaru i nie ma miejsc, to współpasażerka bierze ode mnie siatkę z zakupami i kładzie sobie na kolanach. Na początku mówiłam “nie, nie, dziękuję” wtedy zdarzało się, że wyrywały mi torby! Teraz już pozwalam sobie pomagać.

 

 

Czyli nieprzewidywalne historie...

Mnóstwo! Na każdym kroku. Życie w Gruzji jest nieprzewidywalne. Ktoś Ci wręcza kwiaty na ulicy. Ktoś zabiera stopem w zupełnie drugą stronę niż planowałaś i spędzasz weekend w daczy, w Raczy, z kieliszkiem czaczy :) (dacza-letni domek, Racha - region Gruzji, czacza - bimber z winogron). Ktoś częstuje winem na szlaku w górach. Ktoś zaczyna śpiewać w restauracji polifoniczne gruzińskie pieśni. Ktoś z ulicy zaprosi na wesele i mimo, że nie masz zdolności, tak Cię oczaruje, że kończysz z mikrofonem w ręku, śpiewając “sto lat” dla 500 gości. Czasem pomylisz marszrutki (mini bus), bo gruziński alfabet nie jest Ci jeszcze bliski i wtedy lądujesz wśród gór i czekasz na pustej drodze na kolejny transport pięć godzin, z czego pierwszą stoisz i się denerwujesz, drugą siedzisz i skubiesz słonecznik, trzy kolejne leżysz i opalasz się, popijając wino.

 

 

Powiedz kilka słów o kolejnym projekcie, Barze Warszawa, który niedawno powstał w stolicy Gruzji, Tbilisi?

Bar Warszawa ma dopiero roczek. Urodziny świętowaliśmy 14 marca. Było mnóstwo ludzi, koncert na żywo! Śpiewał Shota, muzyk country, który mieszkał w  Polsce i mówi po polsku, dlatego były między innymi kawałki Dżemu. Latem bar jest pełen turystów. Polacy tęskniący za polską kuchnią zjedzą żurek, albo przegryzą śledzika do wódki, generalnie turyści traktują nas trochę jak informację turystyczną (bynajmniej nie narzekamy!). Po sezonie bar opanowują młodzi Gruzini. Jesteśmy bardzo zadowoleni, mamy swoich stałych klientów. Zapraszamy wszystkich i zawsze serdecznie. Mieścimy się przy głównym placu w Tbilisi więc trudno nas nie zauważyć.

Wracając do Oasis, wydaje się, że udała Wam się “promocja” miejsca dzięki znanym miłośnikom gruźińskich krajobrazów?

Promocja w  przypadku Udabno wydarzyła się “sama”. Najpierw przyjechal Marcin Meller i napisal do Newsweek’a, następnie Monika do Wysokich Obcasow, później Hanka do Dzień Dobry TVN . Ktoś nas umieścił w przewodniku. Oasis było tak absurdalnym i genialnym zarazem pomysłem, że nie wymagało specjalnej promocji. Ludzie po prostu do nas trafiali.

 

 

Jak Cię zmieniło to doświadczenie?

No zmienilo... Bardzo... Nauczyłam się asertywności. I cierpliwości. Pewności siebie i majsterkowania ;)

Myślisz o przyszłości? Planujesz?

Niby planuję, ale nie wiem jakie to plany. Wciąż bliżej nie określone.  Narazie żyję tu i teraz. W Gruzji, w Tbilisi.

Tęsknisz?

Tęsknię za rodziną i znajomymi. Czasem za ulubionymi miejscami w Warszawie, leżakami nad Wisłą. Czasem za wycieczkami rowerowymi po Ponidziu. Tak, tęsknię, jednak nie na tyle, żeby wrócić...

A  gdybyś mogła cofnąć czas…

To zrobiłabym to jeszcze raz! To był najlepszy pomysł w  życiu!

 

Foto: Anna Gajda oraz dzięki uprzejmości Oasis Club
 
Oasis Club w Udabno
 
x

Subscribe to our mailing list

*indicates required