10.06.2016

PURO Travels: Rotterdam. Miasto ikon czy dziwadeł?

Młode miasta, wybudowane nie dawniej niż w XX wieku, o nowoczesnej tkance, często borykają się z problemem anonimowości przestrzeni i brakiem charakterystycznych budynków-symboli. 

Rotterdam to miasto, którego historyczne centrum zostało całkowicie zbombardowane w czasie jednodniowego nalotu wojsk niemieckich w maju 1940 roku, zamieniając się w spustoszałe tabula rasa. Zorganizowani i pragmatyczni Holendrzy natychmiastowo zabrali się do odbudowy zgładzonego do zera centrum, zamieniając miasto w jeden wielki plac budowy, gdzie powołany zespół planistów wdrażał nowe, modernistyczne założenia. I mógłby Rotterdam przynależeć do grona tych mało charakterystycznych miast, którym brak polotu i szaleństwa, gdzie grubą warstwą betonu zalano wszelką tożsamość. Jednak dowcip i architektoniczny dystans Holendrów sprawił, że mapa Rotterdamu jest dziś usiana swoistymi budynkami-dziwadłami, których liczba z roku na rok rośnie i zakrawa na klęskę urodzaju. Może być dyskusyjne, czy wysyp budynków-ikon to rzeczywiście wynik poczucia humoru, czy rozbudowanego ego architektów. Pewny jest jednak fakt, iż sprawiają one, że odwiedzając Rotterdam, możemy mieć pewność, że jest to miasto zupełnie inne, niż te dotychczas przez nas znane. Budynki te funkcjonują niczym osobne twory, które wylądowały znikąd i panoszą się po mieście, nie odnosząc się ani do kontekstu, ani do zastanej skali. Nie biorą niczego na serio i żyją swoim życiem, jakby od niechcenia, a jednak bardzo znacząco definiując charakter miasta. Rotterdam, tak doświadczony zniszczeniami wojennymi, stał się główną destynacją pasjonatów współczesnej architektury, wyrastając na prawdziwe laboratorium eksperymentalnych budynków. Pod naszym PURO mikroskopem oglądamy dziś wybrane, najbardziej barwne dziwaki.

 

 

 

 

Markthal - mieszkaniówka w rozkroku nad targowiskiem

Teren wokół ulicy Blaak to chyba największe skupisko architektonicznych dziwadeł w Rotterdamie. Jednym z nich jest otwarte w 2014 roku targowisko autorstwa biura MVRDV (których pierwszy polski projekt - Bałtyk - rośnie właśnie w Poznaniu). Markthal to jednak nie zwykły zadaszony targ, jakich wiele. W łuku roztaczającym się ponad stoiskami znajdują się mieszkania. Ta nietypowa, "rozkraczona" hybryda to jeden z najnowszych landmarków Rotterdamu. A jego niestandardowość nie odzwierciedla się tylko w programie - połączenie targu i mieszkań, bryle - budynek-łuk, ale także w dowcipnym wykończeniu - nad targiem rozpościera się dekoracyjne sklepienie, niczym z Kaplicy Sykstyńskiej. Jednak "sąd ostateczny" spotyka tu nie ludzi, a  produkty spożywcze jakie możemy znaleźć na targu -warzywa, owoce, ryby... To szalone horror vacui i krzykliwa estetyka mogą jednak przytłoczyć... I zdają się zarazem nieco "trącić myszką" - a to dlatego, że od powstania projektu do zakończenia budowy minęło całe 10 lat. To świetnie ilustruje, że w landmarkowej architekturze łatwo o śmieszność, zwłaszcza jeśli trendy zmieniają się w dużo szybszym tempie niż postępy prac na placu budowy. Ale czy śmiesznie oznacza źle?

Markthal (the Market Hall), proj. MVRDV, 2004-2014; adres: Grotemark 4

 

 

 

 

Sześcienne mieszkania nie-do-zamieszkania

Projektem, który zapoczątkował nurt szaleństwa na Blaak, jest kompleks mieszkaniowy Kubuswoningen, tzw. Cubehouses (Sześcienne Domy). Wzniesiony w latach 80-tych szybko stał się ikoną miasta. Ten specyficzny koncept mieszkaniowy architekta Pieta Bloma bazuje na idei "lasu" - umieszczone na trzonach domy tworzą gęstą zabudowę ponad ziemią, pozostawiając otwarty parter, który w założeniu miał być żywą publiczną miejską przestrzenią.  Podziwiany i licznie odwiedzany przez turystów, to przykład, mimo dobrych intencji, totalnego afunkcjonalizmu na rzecz wyrazistego efektu formalnego. Każdy z przechylonych sześcianików mieści w sobie mieszkanie, jednak bardzo trudne do zamieszkania. Jako że sześcian obrócony jest o 45 stopni, wszystkie ściany są w nim pochylone, a meble musiały zostać zaprojektowane pod wymiar - standardowe wyposażenie z IKEA raczej się tu nie wpasuje.

Kubuswoningen (the Cube houses), proj. Piet Blom, 1977; adres: Overblaak 70

 

 

 

Niebieskie domki z bajki

Pracownia MVRDV słynie z niebanalnych ikonicznych projektów, a wspomniany już Markthal jest tylko jednym z nich. Realizacją w dużo mniejszej skali są monolityczne domki - Didden Village - w intensywnym kolorze ultramaryny. Usadowione na dachu jednej z kamienic w zachodnim Rotterdamie wyglądają niczym ilustracja z bajki. Architekci tą koncepcją chcieli pokazać, że w obliczu zwiększającego się zagęszczenia miast, możemy szukać nietypowych rozwiązań, choćby takich jak budowanie nowych domów na dachach starych. Jak zapewniają projektanci, plusem jest tu nie tylko ożywienie podbniebnych terenów, ale także cena - realizacja domu na dachu jest tańsza od tego tradycyjnego, na gruncie.

Didden Village, proj. MVRDV, 2002-2006; adres: Beatrijsstraat 71

 

 

 

 

Rotterdam Centraal - wielki kebab

Rotterdam przez wiele lat funkcjonował jako miasto z tymczasowym kontenerowym dworcem, oczekując niecierpliwie wzniesienia nowego gmachu. Oddany do użytku w 2014 roku budynek Rotterdamczycy szybko okrzyknęli mianem wielkiego kapsalonu (Station Kapsalon Groot), czyli lokalnej wersji tureckiego kebaba - podawanego w pojemniczku z folii aluminowej, który to do złudzenia przypominają  panele z gniecionego metalu pokrywające połać dachu dworca. Zgrabnie przełamane nie sosem czosnkowym, a imponującym drewnianym sklepieniem.

Rotterdam Centraal, proj. Benthem Crouwel, MVSA Architects, West8, 2014

 

 

De Rotterdam  - nieproporcjonalna elegancja

Wieżowiec De Rotterdam to największy elegant spośród opisywanych przez nas dziwadeł. I choć budynek, autorstwa kultowego biura OMA utrzymany jest w minimalistycznej, modernistycznej stylistyce, przywołującej skojarzenia do wysmakowanych nowojorskich i chicagowskich drapaczy chmur Miesa van der Rohe, to jednak coś tu nie gra - jak to zwykle w Rotterdamie. Multifunkcyjny budynek (mieści w sobie hotel, biura, mieszkania, restauracje) bezkompromisowo “wbił się” w miasto i na zawsze odmienił skyline rotterdamskiego Manhattanu. Bo choć detale i materiały utrzymane są w klasycznym, spokojnym stylu, to proporcje bryły uznać można za co najmniej karkołomne. Tak bezczelnie masywnego wieżowca nie ma chyba w żadnym innym mieście.Możnaby powiedzieć - kloc jakich mało. Jednak kloc ten z różnych perspektyw wygląda zupełnie inaczej i coś (być może magiczny dotyk Rema Koolhasa) sprawia, że świetnie "siedzi" w tej układance.

de Rotterdam, proj. OMA, 1997-2013; adres: Wilhelminakade 139

 

 

 

Schody do nieba

Ta tymczasowa instalacja  to chyba najlepsze podsumowanie tego osobliwego zestawienia. Główną przyczyną architektonicznego wariactwa Rotterdamu była konieczność jego szybkiej i dynamicznej odbudowy po wojennym bombardowaniu. Biuro MVRDV w maju tego roku zaproponowało ciekawą interwencję w przestrzeń publiczną - gigantyczną, otwartą klatkę schodową, liczącą 180 stopni, prowadzących jednobiegowo na dach 8-piętrowego budynku, skąd podziwiać można panoramę miasta. Wybór budynku-destynacji, czyli sąsiadującego z dworcem Groothandelsgebouw autorstwa H.A. Maaskanta, też jest nieprzypadkowy. Ten gmach to jeden z symboli powojennej odbudowy Rotterdamu. Schody natomiast celebrują 75-lecie tego procesu, co symbolicznie podkreślają także materiały użyte do instalacji  - rusztowanie nawiązuje wprost do odbudowy. Schodami do nieba można się wspinać do 19 czerwca 2016, w samym centrum Rotterdamu. Jeszcze zdążycie!

The Stairs, proj. MVRDV, 2016; adres: Stationsplein 45

 

Tekst i zdjęcia: Zuza Mielczarek


Zuzanna Mielczarek, ur. 1990 w Poznaniu. W 2014 roku obroniła architektoniczny projekt miejskiej farmy edukacyjnej na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym, uzyskując tytuł inżyniera architekta. Aktualnie jedną nogą w Rotterdamie, drugą w Poznaniu, kontynuuje swoje poszukiwania projektowe na Delft University of Technology i na UAP. Interesuje ją projektowanie jako bodziec zmian społecznych i relacji międzyludzkich. Praktykowała w takich biurach architektonicznych jak Medusa Group w Bytomiu,  SHAU w Rotterdamie, a także w meblarsko-rzemieślniczym Atelier365 w Brukseli. W swoim dorobku ma m.in. projekty mebli i tekturowych zabawek dla dzieci.

 

 

 

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required