01.09.2015

PURO Travels: Piknik z widokiem

Londyńczycy kochają parki! Zielone, miejskie areały są nieodłącznym elementem życia mieszkańców. Zawsze popularne, bez względu na porę roku i pogodę. Idealne na poranny jogging, na piknik wraz z pierwszymi promieniami słońca i na długie jesienne spacery. Tylko królewskie parki (kiedyś tereny należące do władcy, gdzie odbywały się polowania, dziś o publicznym statusie) zajmują teren prawie 2000 hektarów, nie wliczając mniejszych, lokalnych zielonych skwerków i ogrodów. Uwielbiam Richmond Park dla poczucia bezgranicznej wolności, pustkowia dookoła, mieszkających tam jeleni; Regents Park dla różanego ogrodu; Victoria Park dla spotkań z przyjaciółmi w kawiarni Pavilion wychodzącej na staw.

 

Hamstead Heath zajmuje zaś w moim sercu miejsce szczególne. Z powodu zielonej oazy pośrodku miasta, pikniku z widokiem i czegoś jeszcze…

Pierwsze wzmianki o parku pojawiły się pod koniec X wieku; niektóre z rosnących drzew liczą sobie kilkaset lat. Dziś zajmuje on teren 320 hektarów, a w jego obrębie znajduje się 30 stawów. Park jest tak ogromny, że wciąż skrywa wiele tajemnic. Lasy, łąki, polanki, pagórki, niezliczona ilość ścieżek… łatwo można się w nim zagubić. Zawsze mam poczucie, ze jestem na wsi, a nie w centrum Londynu.

 

 

Na północnych obrzeżach parku, z daleka, pomiędzy drzewami, dostrzec można białą majestatyczną fasadę rezydencji Kenwood. To jedno z moich ulubionych miejsc na piknik. Rozpościerający się widok przypomina mi sceny z obrazów Constable’a.

 

 

Dom pochodzi z początku XVII wieku. Kilkakrotnie zmieniał właścicieli, a w 1754 roku William Murray (od 1756 hrabia Mansfield) kupił go jako wiejską posiadłość dla siebie i żony Elizabeth. Początkowo spędzali tutaj wyłącznie weekendy, by odpocząć od zgiełku życia przy Bloomsbury Square w Londynie. Hrabia był jednym z najznakomitszych sędziów w kraju. Przyczynił się do ustanowienia zakazu handlu niewolnikami i do późniejszego zniesienia niewolnictwa w Anglii. Para była bezdzietna, z chęcią więc zdecydowali się wziąć na wychowanie córki bratanków  – Elizabeth Murray i Dido Elizabeth Belle, która była nieślubną córką Johna Lindsay’a i ciemnoskórej niewolnicy Marii. Życie Dido Elisabeth w Kenwood, pośród malowniczych wnętrz, zostało ukazane w filmie „Belle” z 2013 roku.  

Wraz z nabierającą tempa karierą, wzrastającym statusem społecznym i nowymi mieszkańcami – hrabia zdecydował się na przebudowę domu (trwającą w latach 1764-79), którą zlecił Robertowi Adamowi, cenionemu wówczas architektowi.

 

 

Jakie były dalsze losy rezydencji?

Kenwood znajdował się w posiadaniu rodziny nieprzerwanie do roku 1907, kiedy to Alan David Murray zdecydował się wynająć posiadłość, a sam zamieszkał w pałacu Scone (niedaleko Perth, skąd rodzina Murrayów się wywodziła). W 1925 roku rezydencję zakupił Edward Cecil Guinness, hrabia Iveagh, by urządzić w niej ekspozycję swojej kolekcji malarstwa. Dwa lata później, po jego śmierci, dom wraz z kolekcją przekazany został narodowi brytyjskiemu. Rok później, w 1928 roku, drzwi Kenwood otwarte zostały dla zwiedzających, zgodnie z wolą zmarłego arystokraty. W roku 2000 przeprowadzono gruntowną renowację budynku  i przywrócono mu wygląd z XVIII wieku, kiedy to kupił go lord of Mansfield.

 


Warto na chwilę opuścić przyjaciół i piknik, i przejść pod wysokim jońskim portykiem, by znaleźć się w innej rzeczywistości i poznać historię niegdysiejszych mieszkańców rezydencji. Wytworni goście, w tym król George III z księżną Charlotte, uwielbiali odwiedzać Kenwood ze względu na jego położenie pośrodku starego lasu, jak i niepowtarzalny widok - podobno kiedyś było stąd widać  panoramę Londynu.

 

 

Architekt Robert Adam, o którym już wspomniałam, przebudował i ozdobił Kenwood w popularnym wówczas stylu neoklasycznym. Wiele jest więc tutaj nawiązań do antycznych budowli, które podziwiał podczas licznych podróży do Rzymu. Wnętrza utrzymane w stonowanych, pastelowych odcieniach zieleni, błękitu i różu wyglądają niezwykle elegancko w połączeniu z bielą kolumn i stiuków. Wszędzie panuje ład i harmonia. Sufity zdobią dekoracyjne plafony i medaliony, zaś ze ścian spoglądają portrety znamienitych mieszkańców pałacu. W poszczególnych pokojach wyeksponowana została kolekcja obrazów hrabiego Iveagh, na którą składa się 63 dzieł znanych mistrzów.

 

 

Nisze z posągami zdobią wejście do biblioteki - najsłynniejszego pomieszczenia w Kenwood. Choć jestem zwolenniczką wnętrz innych epok, to doskonale rozumiem, dlaczego owa przestrzeń spotykała się z zachwytem gości. Mam wrażenie, że wchodzę do świątyni. Niezwykle przestronna , przykryta sklepieniem kolebkowym, z dwóch stron zakończona apsydami, w których to umieszczono księgozbiór lorda Mansfield.

 

 

Dodatkowo wysokie kolumny dzielą przestrzeń i dodają wnętrzu monumentalnego charakteru. Bibliotekę zdobi 19 malowideł autorstwa włoskiego malarza Antonio Zucchi, ukazujących sceny z życia Herkulesa, jak i alegoryczne przedstawienia cnót, między innymi Sprawiedliwości. Nawiązują one do postawy i osiągnięć lorda.

 


 

Reprezentacyjny salon jest tłem dla najbardziej cennych obrazów. Znajduje się tutaj późny "Autoportret" Rembrandta (jak zasugerował mi przewodnik, tapeta do salonu została dobrana tak, by pasowała do czerwieni ubrania malarza), „Dziewczyna grająca na gitarze” Vermeera  oraz portrety autorstwa Halsa i van Dycka.

 

 

W Sali Muzycznej, gdzie kobiety spotykały się po obiedzie, by posłuchać muzyki i napić się herbaty, zatrzymuję się przy portrecie „Mary, hrabiny Howe” pędzla Gainsborough’a.

 

 

Moją uwagę przykuwa klatka schodowa i piękna metalowa balustrada pomalowana na jasny niebieski kolor. Prowadzi ona na pierwsze piętro, gdzie aktualnie prezentowana jest kolekcja portretów arystokracji z czasów elżbietańskich z kolekcji Suffolk.

 

 

Co wzbudziło mój szczery zachwyt? Porozkładane osty na krzesłach i sofach – prosty, ale jakże malowniczy (i nigdzie wcześniej niespotkany!) sposób poinformowania zwiedzających, iż siadanie jest zabronione.

 

 

W pomieszczeniach należących do służby dziś mieści się kawiarnia. Polecam przysiąść na kawę w ogromnej kuchni, wciąż pełnej oryginalnego wyposażenia, gdzie niegdyś kucharki krzątały się, przygotowując wykwintne dania dla setek gości przybyłych na bal.

 

 

Jednak nie tylko ze względu na Kenwood House chciałam wspomnieć o Hamstead Heath... Dziesięć minut spacerkiem w stronę Highgate Village znajduje się idealne miejsce na spędzenie beztroskiego słonecznego popołudnia.

 

 

 

Wąska, zarośnięta ścieżka prowadzi do ukrytego pomiędzy drzewami stawu, w którym można popływać razem z kaczkami. Ściślej rzecz ujmując, zanurzyć się w wodzie mogą tylko przedstawicielki płci pięknej. Jest to bowiem akwen dostępny wyłącznie dla kobiet!

Staw jest jednym z ośmiu zbiorników wodnych stworzonych w XVII wieku. W latach 20-tych XIX wieku został otwarty jako kąpielisko dla kobiet, i tak już pozostało.

 

 

Dookoła lustra wody rozpościerają się, osłonione różanymi krzakami, polanki. Panuje tutaj nieśpieszna atmosfera, kobiety świetnie czują się w swym towarzystwie. Cisza, spokój. Idylla. Wymarzone miejsce na spędzenie czasu z przyjaciółkami, książką bądź delektowanie się samotnością.

 

 

Fotografowanie nie jest mile widziane, a wiec najlepiej odwiedzić ten ukryty przed światem zakątek osobiście i zanurzyć się w historię.

Otwarty jest przez cały rok!

 
 
tekst i foto: Karolina Merska
 

Absolwentka historii sztuki na Uniwerystecie Jagiellońskim. Od 2007 roku mieszka i pracuje w Londynie. Współzałożycielka organizacji Deconstruction Project, działającej w latach 2010 - 2013, promujacej kulturę polską w Wielkiej Brytanii. Projektantka, tworzy biżuterię pod marką “bobbin & bow". Dla PURO opisuje swoje sensoryczne podróże po miastach i muzeach.

 

fot. Ola O Smit

 

 
x

Subscribe to our mailing list

*indicates required