30.01.2015

PURO TRAVELS: 2O uśmiechów z Bali!

Eteryczna blondynka, wychuchana córeczka. Pewnego dnia zatrzasnęła za sobą drzwi do wielkiej korporacji i nieudanego małżeństwa. Kupiła parę różowych japonek za trzy dolary i bilet na Bali, na wyspę szczęśliwych ludzi, gdzie bogactwa się nie mierzy, bo tu miarą jest przyjaźń. Znalazła cel i mężczyznę życia. Rozmowa z Grażyną Ograbek, spełniającą marzenia swoje i innych, szczęśliwą kobietą.

 

Jakie było Twoje życie “przed”?

Można powiedzieć, ze dość typowe. Praca w dużych korporacjach, na wysokich stanowiskach, dobre zarobki, dom, dzieci, rodzina. Kariera całkowicie mnie pochłaniała, często wracałam do domu późno, wyjeżdżałam w delegacje. Nie mogę powiedzieć, że moje życie było nudne, nie, wręcz przeciwnie. Było interesujące i stawiało przede mną ambitne wyzwania. Byłam doceniana. Jednak czułam, że jestem trybikiem w maszynie, pracuję dla kogoś, że zależę od kogoś, jego nastrojów i humorów. Mimo stałej pensji nie dawało mi to poczucia bezpieczeństwa.

Teraz mieszkasz na Bali. Jak „dziecko korporacji” trafiło do wymarzonej bajki ?

O tym zadecydował przypadek. Rozwiodłam się. Poznałam mojego obecnego męża Piotra, który z Bali jes związany zawodowo, uczy nurkowania. Ale przede wszystkim jest w tej wyspie i w jej mieszkańcach kompletnie  zakochany po uszy! To on zabrał mnie w pierwszą podróż po Azji i pokazał, jak żyje się na końcu świata. Było to niesamowite doświadczenie, dzięki któremu podjęłam decyzję, żeby zmienić swoje życie i zamieszkać na wyspie bogów.

 

 

A myślałaś sobie: z czego ja będę żyć? Jak wpadłaś na pomysł organizowania ślubów na Bali?

To było pierwsze moje pytanie i pierwsze obawy, które przyszły mi do głowy. Z czego będziemy żyć?! I jednocześnie najtrudniejsza decyzja do podjęcia: jak odciąć się od comiesięcznej, stałej pensji i stawić czoła niewiadomej. Znowu bóstwa balijskie nade mną czuwały. Znajomy Balijczyk, prowadzący od lat agencję turystyczną, zaproponował nam współpracę. Postanowiliśmy zainteresować tą niezwykłą wyspą Polaków. Zaczęliśmy organizować wycieczki, nurkowania, nistandardowe zwiedzanie. A śluby… znowu przypadek! Mój przyjaciel poprosił mnie o zorganizowanie ślubu na Bali. Dzięki jego pomocy i wierze, że się uda, zaprojektowałam pierwszą ceremonię, z której powstał niezwykły fotoreportaż, pełen urokliwych, radosnych zdjęć w nietuzinkowych dekoracjach: plaża, morze, egzotyczne kwiaty i piękne druhny o azjatyckich rysach. Gdy  “wypuściliśmy” zdjęcia w świat, wiele młodych par zapragnęło w ten sposób składać sobie przysięgę małżeńską. Posypały się zgłoszenia. To stało się moją nową pracą.

I tak po prostu wzięłaś dzieci i pojechałaś?

Nie widziałam innego wyjścia! Na szczęście z pomocą przyszedł mi polski system edukacji. Mało kto wie, że Polska, jako jedyny kraj w Europie, oferuje szkołę przez internet, która daje możliwość kształcenia dziecka metodą Home schooling aż do matury! Jednak duża odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, czy innych członkach rodziny, zaangażowanych w ten proces, którzy codziennie muszą usiąść z dzieckiem do lekcji. W naszej rodzinie podzieliliśmy się przedmiotami. Ja mam humanistyczne, mąż ścisłe, a moja mama język polski. Mama była z nas najbardziej profesjonalnym nauczycielem, bo trzy razy w tygodniu, o wyznaczonych porach, prowadziła lekcje polskiego przez Skype’a! Ale nie wystarczy sama nauka w domu. Trzeba zabrać wszystkie książki na cały rok szkolny, co 3 miesiące dziecko musi napisać testy kwartalne ze wszystkich przedmiotów i odesłać je do Polski, a następnie raz na rok, w wakacje, dzieci muszą się stawić na egzamin roczny organizowany przez Kuratorium Oświaty. Po zdanych egzaminach otrzymują polskie świadectwo ze stopniami oraz promocją do następnej klasy… lub nie. Moi chłopcy zdali egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Nie było to dla nich łatwe, bo jednocześnie chodzili na Bali do międzynarodowej szkoły. Po powrocie do Polski nie stracili roku i mogli pójść do następnej klasy wraz ze swoimi kolegami z ławki.

 

 

Masz więc dwa różne światy.

Od trzech lat żyjemy w dwóch państwach i dwóch kulturach ze względu na edukację dzieci. Podjęliśmy decyzję, że muszą się jednak kształcić w kraju, że nie możemy ich obciążać dwoma systemami nauki. Mieszkamy pół roku na Bali i pół roku w Polsce, dzieci uczą się w polskiej szkole. Staramy się jednak nie rozstawać na zbyt długo, chłopaki przylatują do nas na wakacje, ja również latam do nich np. na miesiąc w ciągu tego półrocza, w którym nas nie ma. Okazało się, że można to wszystko pogodzić.

Twój nowy dom bardzo różni się od pokoju w warszawskim bloku...

To prawda. Przede wszystkim jest ogromny  i otwarty. Większość czasu spędzamy na zewnątrz, w środku jedynie jemy i śpimy. Otacza nas przepiękna tropikalna roślinność. Urządzanie ogrodu zajęło mi jeden dzień! Kupiłam rośliny i trawę w kępkach! Po kilku godzinach ogród zachwycał bujnością i oszałamial kolorami. Wszystko tu rośnie jak na drożdżach!

 

 

Co jest wyjątkowego w tej wyspie?

Kultura, religia i sztuka stanowią o jej wyjątkowości. Każdy tu jest artystą. Każdy rzeźbi, maluje, rysuje i występuje w przedstawieniach teatralnych. Balijczycy słyną również z przepięknego rękodzieła, wszędzie są galerie wypełnione oryginalnymi przedmiotami. Poza tym Bali “ma” wszystko to, co mają inne tropikalne wyspy. Można by więc powiedzieć, że jest po prostu wyspą idealną. Ma piękne plaże, na których można wypoczywać, jej wody skrywają jedne z piękniejszych miejsc nurkowych na świecie, niezwykłą tropikalną roślinność, góry, w których można uprawiać trekking, wulkany, na które można się wspinać, rwące rzeki – idealne do raftingu, wspaniałe parki narodowe pełne egzotycznych zwierząt. Wyspa także żywi i utrzymuje swoich mieszkańców, dając im plony w postaci warzyw, ryżu i kawy. Ale ma jeszcze coś, czego nie mają inne tropikalne wyspy. Coś, czego nie ma Mauritius, Hawaje czy Malediwy… Bali ma duszę oraz własną filozofię. Tri Hita Karana – to hinduistyczna filozofia, w myśl której człowiek powinien żyć w równowadze z bogiem, przyrodą oraz drugim człowiekiem. Gdyby nie Tri Hita Karana Bali nie miałoby duszy. I to jest sekret, który kreuje tę magiczną i wyjątkową atmosferę, sprawiając, że Bali jest jedyne w swoim rodzaju!

 

 

Kim sa pary, które biorą ślub na Bali?

Wszystkie narodowości z całego globu biorą tu śluby, coraz więcej Polaków. Każdego dnia odbywa się tu jakaś ceremonia! W pierwszym roku zorganizowałam około 10 ślubów polskim parom, w 2014 ponad 20. Przyjeżdżają też zakochani z Francji, Czech, Węgier, Anglii, Japonii, a przede wszystkim z pobliskiej Australii.

Ty też wzięłaś tam ślub na plaży...

Ślub na plaży był moim marzeniem, które się spełniło!

Napisałaś przewodnik po Bali. Musiałaś dużo podróżować, zwiedzać, jeść w restauracjach?

Bali zwiedziłam dobrze zanim jeszcze przyszła propozycja napisania przewodnika. Od samego początku organizowaliśmy dla rodaków wycieczki krajoznawcze po wyspie. Wtedy poznałam wyspę, jej uroki i tajemnice. Ta wiedza pozwoliła mi napisać przewodnik. Bezcenna była pomoc mojego przyjaciela, z którym prowadzimy agencję turystyczną. Jest on balijskim księdzem, mającym ogromną wiedzę o religii, zwyczajach i obrzędach, które tu stanowią sens życia. Wyjaśniał mi zawiłości hinduistyczne, znaczenie symboli i zasad życia według kalendarza lunarnego. A jedzenie w restauracjach? To codzienność balijska. Jedzenie w knajpkach jest tak tanie, że gotowanie w domu po prostu się nie opłaca. Poza tym na każdej ulicy roi sie od kuchni całego świata. Jednego dnia jemy w restauracji tajskiej, innego w balijskiej, a jeszcze innego we włoskiej czy meksykańskiej.

 

 

Czym różni się życie na Bali od tego w Polsce?

Po pierwsze: poczuciem czasu! W Europie wszyscy pędzą, każdy gdzieś się spieszy, za czymś goni, nerwowość wisi w powietrzu. Na Bali czas płynie powoli. Pracę wykonuje się z należytym „namaszczeniem”, czyli odpowiedź na maile zazwyczaj przychodzi po 2-3 dniach, a przerwy na lunch są świętością. Początkowo doprowadzało mnie to do furii, ale z czasem nauczyłam się z tym żyć.  Druga różnica to uśmiech, który widać wszędzie. W całej Indonezji, nie tylko na Bali, ludzie się uśmiechają. Nawet kiedy się nie znają, mijając się wyszczerzają zęby w serdecznym uśmiechu lub unoszą brwi w pozdrowieniu. W mojej wiosce, zanim przejadę trzystumetrową uliczką, odwzajemniam co najmniej 20 uśmiechów. W Polsce, na moim malutkim osiedlu, gdzie mieszkam od 15 lat, uliczka liczy osiemset metrów. Powinnam więc zebrać około 50 uśmiechów. Niestety wynik jest zerowy.

Trzecia różnica to podejście do posiadania. Mieć, nie być – tak żyje świat zachodu. Na Bali liczy się samo życie, relacje międzyludzkie, czas spędzany razem. Żyjąc tam nauczyłam się, że nie muszę otaczać się kosztownymi przedmiotami. Pozbyłam się też gorączki i potrzeby zakupów. Wystarczą mi japonki za 3 dolary i wygodny plecak.

 

 

Czy powroty do Polski są trudne?

Powroty bardzo mnie cieszą, bo bardzo jestem stęskniona za moimi synami! Jedyną trudność stanowią temperatury. Niestety wracamy zawsze pod koniec listopada. W tym roku aklimatyzowałam się bardzo długo, ponad trzy tygodnie prawie nie wychodziłam z domu. Poza tym, że temperatury zimą dają mi w kość, to jednak cieszę się, że mogę żyć w tych dwóch światach. Na Bali mam rodzinę, przyjaciół, znajomych, swój dom, swoje ścieżki i swoje miejsce. Nie chcę z tego rezygnować, bo każdy musi mieć swoje miejsce na ziemi. Ja mam to szczęście, że mam je podwójnie.


fotografie:

www.balihappyevents.com
www.wyjazdynabali.com

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required