25.04.2016

PURO Q&A: Marta Siembab / Senselier

Esencję miasta stanowią ludzie. I przestrzenie, które tworzą. Architektura, niezwykłe miejsca i przedmioty, dzikie zakątki, dobrze znane ścieżki, emocje i wspomnienia. O sposoby tworzenia i doświadczania miasta pytamy w naszym PURO Kwestionariuszu ludzi, którzy nas inspirują. Artystów, projektantów, kreatorów współczesnego, miejskiego świata.

Marta Siembab*, jedyna w Polsce senselierka - ekspertka od zmysłu węchu i zapachu - żyje lokalnie, pracuje globalnie.  Skraca dystans dosłownie - za pomocą różnych środków lokomocji przemierzając odległe punkty globu, i metaforycznie - poprzez zapach zbliżając do siebie ludzi i miejsca. W walizce przewozi pokaźny warsztat pracy i sensoryczne namiastki domu. Po to, by - kiedy już jest u siebie - w Poznaniu - chłonąć go całą sobą. Poprzez drobne rytuały, rytm własnych ścieżek i zapach najbliższych osób.

 

 


 

Miasta doświadczam…

Miasto to dla mnie punkty, miejsca - czasem ograniczone do kilku centymetrów kwadratowych, odblaski światła, minuta, podczas której słońce wisi nad dachem kamienicy, te same osoby na tych samych rogach ulic, powtarzalność, identyczność. Napisy na murze: Jeżyce is Bronx, krzywo przyłożony szablon, znana, nawykowo omijana dziura w chodniku, dyżurny zapach czekolady na Kościelnej, zaparowane szyby lokalnej knajpki, kawiarnia o powierzchni metr na metr kwadratowy, której właścicielowi zawsze tak samo macham ręką. Powtarzalność, identyczność.


Gdy chcę spotkać ludzi…

Ludzi spotykam w pracy. Pracuję z  setkami, jeśli nie z tysiącami osób rocznie. Jeżdżę z nimi w pociągach, tłoczę się w metrze. Często nie chcę już dodatkowo spotykać ludzi. Umawiam się zwykle jeden na jeden. Umiem poświęcić uwagę tylko jednej osobie.


Gdy chcę się wyciszyć...

Przytulam się do mojego chłopaka i wącham go pod pachą. Kiedy jestem sama, nalewam wody do wanny, wypuszczam powietrze z płuc i kładę się na dnie.

 

 

Spaceruję...

Mój Iphone twierdzi, że moja dobowa średnia to kilkanaście kilometrów. Razem z moim facetem poruszam się głównie pieszo, mamy swoje trasy przez parki, zieleń miasta. Lubię myśleć i rozmawiać w ruchu. Cierpi na tym mój styl - obcasy wkładam głównie do siedzenia w nich przy stoliku w restauracji, ale przy moim trybie życia wygodne buty to podstawa. Zużywam je szybciej niż chusteczki higieniczne.

 

Odkrywam...

Miejsca, w których pracują dobrzy, prostolinijni ludzie, jak szewc pan Franciszek z Łazarza. Uwielbiam zapach jego warsztatu i zawsze ukradkiem patrzę na jego dłonie, podobne do spracowanych rąk mojego dziadka, po czym szybko zmykam, żeby nie dać się porwać nostalgii. Odkrywam też małe sklepiki z prostym, dobrym jedzeniem: chlebem, masłem, wiejską kiełbasą. Szkoda, że są rozrzucone po całym mieście. Wciąż czekam też na odkrycie w Poznaniu restauracji, z której nie wychodzi się przesiąkniętym aromatem smażeniny...

 

Skarby znajduję…

Uwielbiam stare, małe sklepiki, autorskie drogerie, sklepy papiernicze. Kupuję w nich relikty przeszłości: wodę kolońską Fiord, pióro chińskie napełniane na gumkę, mydło oliwkowe, maść z kotkiem. Nacieram się tym, rozkładam przedmioty na stole i udaję, że czas nie płynie.

 

 

Smakuję...

Poznań niestety nie zakotwiczył mi się w głowie żadnym smakiem uchodzącym za typowo lokalny. Może to sprawa korzeni? Moja rodzina nie pochodzi z Poznania… Ale ponieważ kocham jedzenie, to wymienię specjały, bez których żyć nie mogę: pączki u Hanusi na Żurawiej, torcik Pavlova w Taczaka20, czekoladową kulę w A Nóż Widelec, chleb z piekarni U Girów i kiszoną kapustę z Rynku Jeżyckiego. Już mi ślinka poleciała...

 

Przy sobie zawsze mam...

Maść mentolową do blokowania przykrych zapachów. Sztyft mentolowy do blokowania przykrych zapachów. Maść tygrysią do blokowania wyjątkowo przykrych zapachów. Mentolowy balsam do ust. Hmm. Tak po namyśle stwierdzam, że muszę roztaczać wokół siebie niezwykle orzeźwiający powiew...

 

Do walizki pakuję...

Mam 98-litrową walizkę. Mieszczą się w niej głównie surowce zapachowe: olejki, esencje, absoluty, konkrety, zioła, żywice. Ręczny palnik gazowy do rozżarzania węgielków trybularzowych. Blotery, pipetki, fiolki, karty na warsztaty. Spray roślinny do chłodzenia przegrzanej klimatyzacją twarzy. Maska roślinna do chłodzenia przegrzanej klimatyzacją twarzy. Kilka podkładów do maskowania przegrzanej klimatyzacją twarzy. Co tam jeszcze jest... Macbook. Apteczka. Maseczka na oczy blokująca dostęp światła kiedy z przeładowania zapachami złapie mnie migrena. Herbata Kusmi Earl Grey do tworzenia namiastki domu w podróży. ...Mogłabym się w mojej walizce zameldować, jest naprawdę spora.

 

 

 

*Marta Siembab - jedyna polska senselierka – niezależnna ekspertka przekazująca wszechstronną wiedzę związaną ze zmysłem węchu. Działa na terenie całej Europy szkoląc profesjonalistów z branży perfumiarskiej i przekłada język zmysłów na praktyczne rozwiązania dla biznesu. Współpracuje z uczelniami wyższymi, występuje jako prelegent konferencji poświęconych designowi, prekursorka w dziedzinie wykorzystania zapachu w projektowaniu. Organizuje warsztaty poświęcone kreowaniu wizerunku poprzez zapach, a także unikalne na polskim rynku warsztaty sense brandingu - projektowania zmysłami i mapowania przestrzeni zapachem. W zakres kompetencji Marty wchodzą szkolenia, eventy, konferencje prasowe, wykłady i warsztaty skupione wokół zmysłu węchu. Jest inicjatorką aktywności łączących świat kulinariów, zapachów i wina. Pozostaje w stałym kontakcie z mediami popularyzując wiedzę o zapachu. Angażuje się w działania społeczne i akcje charytatywne. Jej misją jest oswajanie i uwspólnianie zapachu poprzez interdyscyplinarną pracę koncepcyjną, kreatywną i kulturową.

 

 

 

 

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required