30.04.2016

PURO Inspirations: Witaj w domu. Ups, mieliśmy na myśli ''Witaj w pracy!"

Od 9 do 17, z paprotką na parapecie. Tak do niedawna pracowali nasi rodzice, wykonując tzw. pracą umysłową. Paprotki nadal stoją, zmieniły się zaś modele biurek i system pracy. Dziś branża kreatywna popija espresso, rozsiadając się w wygodnych, 'designerskich' fotelach, podczas lunchowych pogawędek o inspiracjach w tzw. coworking space'ach. Czy wolny zawód oznacza wolność? Jak pracujemy dziś? By to sprawdzić, przyglądamy się tym zmianom w teorii i w praktyce. Odwiedziliśmy także Spaces w Amsterdamie - miejsce, którego twórcy zapewniają, że praca to bardziej niż przedmioty - atmosfera, ludzie i ich pomysły.

Tekst: Zuzanna Mielczarek*

 

Co z tą paprotką?

Miejsce pracy, które dobrze znamy, zaaranżowane na korporacyjną modłę - typowy biurowy open-space - powoli odchodzi do lamusa. Rzędy anonimowych biurek i boksów, a wśród nich pracownicy uwijający się jak mrówki, w ściśle określonym dresscod’em uniformie, w dokładnie ustalonych godzinach pracy - nawet największe światowe korporacje odchodzą od tego wzorca. Sam model pracy zmienia się, przyjmując coraz bardziej swobodny i nieformalny charakter. Ktoś mógłby powiedzieć - fanaberia zblazowanych yuppies… Mi jednak bliżej do tezy, że to pozytywna tendencja - dążenia ku uczłowieczeniu sterylnych i depresyjnych biur. Pracownicy poszukują miejsc, gdzie obecna jest idea wspólnotowości, coworkingu, czyli dzielenia przestrzeni do pracy, relaksu, czy zaplecza technicznego, ale przede wszystkim - pomysłów i przemyśleń.

W Polsce mamy na przykład Soho Factory w Warszawie, gdzie kilka kreatywnych biur - Projekt Praga, WWAA i Super Super, dzieli wspólną przestrzeń do pracy w starej fabryce - Komin73. Takie rozwiązania, gdy kilka młodych firm zrzesza się, by razem pracować w jednym miejscu, są od dawna popularne w Holandii. Klęska urodzaju w postaci niezliczonej ilości opustoszałych biurowców poniekąd wymusza ich reinterpretację i ponowne wykorzystanie, adekwatne do nowych potrzeb. Tak powstają takie przedsięwzięcia jak np. Het Schieblock w Rotterdamie, projektu społecznikowskiej pracowni architektonicznej ZUS. Opuszczony modernistyczny blok przekształcony został w miejskie laboratorium, gdzie młode biura mogą niedrogo wynająć przestrzeń, a w całym kompleksie panuje przyjazna atmosfera współpracy i networkingu, na dachu jest farma miejska, a na parterze galerie, kawiarnie, bary...

 


 

Zagubiony freelancer

No dobrze, ale co z freelancerami? Z aktywnymi zawodowo mieszkańcami miast, pracującymi niezależnie, na własny rachunek? Kiedy możemy polegać tylko na sobie, wynajęcie nawet najtańszego i najmniejszego biura to często zbyt duży wydatek. Z kolei praca w domu może bardzo szybko zbrzydnąć... Brak odcięcia od miejsca zamieszkania często może doprowadzić do zatracenia dystansu między pracą a odpoczynkiem. Istnieje też groźba wpadnięcia w pułapkę wymuszonej aktywności i dyspozycyjności dwadzieścia cztery godziny na dobę przed którymi to przestrzega Jonathan Crary w swej książce "24/7. Późny kapitalizm i koniec snu" (niedawno wydanej po polsku przez wydawnictwo Karakter). Mając nieograniczony dostęp do swojego domowego "biura", odpisanie na kolejnego maila czy sfinalizowanie projektu często może okazać się ważniejsze nawet od snu.

Praca w kawiarni? Ta opcja także może zamienić się w udrękę, jeśli w lokalu gości przypadkiem hałaśliwa grupa studentów lub matka z płaczącym noworodkiem, a obsługa zerka na nas podejrzliwie, gdy już piątą godzinę siedzimy przy jednej kawie i ciastku... I choć praca w knajpce wydaje się być pewnym symbolem nowego modelu pracy jakim jest freelance (widzimy tu obrazek: młody, kreatywny, sącząc kawę w Starbucksie, na luzie przegląda pocztę na swoim macbooku), to ci, którzy próbowali tak pracować, dobrze wiedzą, że to stereotyp, który nie działa na dłuższą metę w prawdziwym życiu.

Tym problemom musiałam sama nie raz stawić czoła, jak zapewne każdy początkujący freelancer. Praca intelektualna, choć wydawać by się mogło, że wymaga jedynie świeżej głowy pełnej pomysłów i działającego laptopa, nie uda się wszędzie. W poszukiwaniu współczesnego modelu miejsca pracy udałam się do kreatywnego serca Holandii - Amsterdamu.
 


 

Amsterdamskie Przestrzenie

Nową jakość pracy, jakiej szuka współczesny freelancer, oferuje przestrzeń coworkingowa Spaces w Amsterdamie. Miałam okazję odwiedzić jedną z ich trzech lokalizacji - Vijzelstraat, położoną na południowym centrum miasta. Mijając charakterystyczne dla Amsterdamu ceglane kamieniczki oraz rzędy malowniczych kanałów, dotarłam do byłego biurowca holenderskiego banku ABN-AMRO - jednej z siedzib Spaces. Jego modernistyczna, masywna bryła, swoją skalą i architekturą bardzo kontrastuje z historyczną okolicą. Nadaje to jeszcze większej unikatowości i rozpoznawalności marce Spaces. Jest także znakiem czasów, gdy modernistyczne biurowce, choć przestarzałe już w swoim modelu anonimowego openspace'u, nadal uwodzą estetyką i mogą być świetną bazą - skorupą dla współczesnych działań.

Wyobrażam sobie, że tego typu przedsięwzięcia świetnie by się sprawdziły chociażby w poznańskich Alfach. Niestety, póki co centrum Poznania, a zwłaszcza okolica Świętego Marcina, zarządzana jest bez pomysłu zgodnego z aktualnymi nurtami i atrakcyjnego dla mieszkańców. Amsterdam, miasto znane głównie ze strony swojej bogatej oferty turystycznej, wbrew pozorom także boryka się z problemami urbanistycznymi. Głównym pytaniem jest to, jak sprawić, by miasto było bardziej przyjazne dla ludzi w nim zamieszkałych, lub - pomieszkujących. Stworzenie przyjaznej aury w dużej mierze bazuje na zaproponowaniu nowego krajobrazu pracy. Obecność kreatywnych, elastycznych, otwartych i mniej formalnych przestrzeni może stać się gwarantem uniknięcia przekształcenia centrum miasta w swoisty skansen czy park rozrywki.

 

 

Eksploruję Spaces. Już od samego wejścia do budynku odczuwam realizację sloganu, że głównym elementem ich oferty jest sama atmosfera. Przechodzę przez wysokie i przestronne lobby, gdzie od samego rana, przy serwowanej tutaj kawie, odbywają się rozmowy biznesowe. Przy długich stołach i otwartych laptopach podejmowane są ważne decyzje, nawiązują się kontakty.

Jak zapewniają twórcy przedsięwzięcia, praca dziś to bardziej niż przedmioty - ludzie i ich pomysły. Dlatego też główną ideą jest zagwarantowanie najwyższej jakości przestrzeni, w której nic nie brakuje, jako tła do spotkań, współpracy i twórczości. A jako że najważniejsi w tym wszystkim są ludzie - zespół Spaces czuwa nawet nad organizacją spotkań networkingowych czy przedstawianiu sobie indywidualnie potencjalnych przyszłych współpracowników. PR menadżerowie znają swoich klientów i czujnie obserwują, zagadują - stają na głowie, by im pomóc. Zapewnione jest całe zaplecze potrzebne zapracowanemu freelancerowi - poza kantyną czy kawiarnią w lobby będącą miejscem spotkań biznesowych dostępne są także drukarki, gilotyny do cięcia papieru, prysznice dla zmęczonych rowerzystów...

Jeśli chodzi o same miejsca pracy - są one bardzo zróżnicowane i przemierzając piętra budynku mijałam wiele przestrzeni o zupełnie odmiennych charakterach. Można pracować w przytulnym pomieszczeniu przypominającym domową bibliotekę lub gabinet. Jeśli potrzebujemy zupełnego odosobnienia - wybieramy zaaranżowane boksy. Gdy dynamiczna atmosfera sprzyja naszej kreatywności - siadamy w openspac’e, który mimo swojego otwartego charakteru zapewnia dużą różnorodność i wiele zakątków i kryjówek. Dobór mebli daleki jest od korporacyjnej unifikacji - w Spaces mamy ławy, krzesła, sofy, wygodne fotele, stoliki kawowe, duże stoły i biurka. Wszelkie kąciki zaaranżowane są bardzo swobodnie, mniejsze przestrzenie wydzielają półki z książkami lub egzotyczne rośliny (współczesne biurowe paprotki!), co nadaje atmosferze naturalności i swojskości. W Spaces nie zaznamy ścianek działowych czy innych przepierzeń charakterystycznych dla biur. A drewniane czy tapicerowane meble w ciepłym, skandynawskim stylu, świetnie kontrastują z surowością odsłoniętej betonowej konstrukcji budynku. Różnorodność odczułam nie tylko w wystroju wnętrza - również ludzie pracujący tu reprezentują różne zawody. Są graficy, dizajnerzy, pisarze, ale też prawnicy, czy nawet politycy… W zupełnie różnym wieku - bo musimy pamiętać, że problematyka freelance’u nie dotyczy tylko młodych. Bardzo wiele osób po przejściu na emeryturę decyduje się na własną, niezależną działalność.

 

 

Ciekawe jest to, że posiadacz karty członkowskiej, inaczej niż w standardowych coworkingach, nie ma przypisanego stałego miejsca w budynku. Ma to sprzyjać dynamice kontaktów międzyludzkich oraz zapobiegać nudzie. Zamiast zaszywać się w swojej ulubionej “norze”, eksplorujemy możliwości jakie daje nam Spaces. Brak posiadania własnego biurka to kwintesencja idei współczesnej pracy - gdy całym potrzebnym zapleczem biurowym staje się mały laptop, którego przynosimy codziennie z domu. I rzeczywiście - te wszystkie zaaranżowane kąciki są tak atrakcyjne, że nie wyobrażam sobie wybrać tylko jednego. Po dłuższym czasie pracy w upatrzonym miejscu, zazdrościłabym sąsiadowi z biurka obok, że ma ciekawszy fotel czy inne oświetlenie… To cały urok różnorodności.

Za kartę członkowską zapłacimy od ok. 200 do 300 euro za miesiąc - kwota maleje, gdy decydujemy się na długoterminowy dostęp. Być może nie jest to najniższa oferta, ale w pakiecie otrzymujemy wygodę i spokój zapewnione przez Spaces. Wszystko zostało już dla nas zaaranżowane, wystarczy przyjść z laptopem, wygodnie się rozsiąść i rozpocząć pracę.

 

 

Przestrzeń PURO

Eklektyczny, zróżnicowany charakter przestrzeni Spaces nasuwa mi skojarzenia z lobby poznańskiego hotelu PURO. PURO jako marka działa dokładnie w imię idei, którą wdrożył już Amsterdam, a którą dopiero zaczyna rozumieć Poznań. Atrakcyjne miasto, które działa, to takie miasto, gdzie turystyka i rozrywka nie są oddzielone od codziennego życia jego mieszkańców.

Publiczny parter - hotelowe lobby i restauracja Nifty No. 20 to miejsca konferencji i wydarzeń kulturalnych i rozrywkowych, ostatnio np. Święta Kwiatów organizowanych przez PURO i Magazyn USTA. Z doświadczenia wiem, że jest to także miejsce przyjazne na codzień, gdzie można wygodnie rozsiąść się by wypić kawę, ale także popracować - zupełnie na luzie i w przyjaznej przestrzeni. Choć restauracja czynna jest do 22, lobby hotelowe otwarte jest całą dobę. Możemy tu przysiąść kiedy tylko chcemy - by dokończyć artykuł, sprawdzić pocztę czy po prostu odpocząć… I nigdy nie wiemy, czy nasz wizyta nie zakończy się nieoczekiwanym networkingiem - w hotelach PURO nocuje mnóstwo kreatywnych gości, na których możemy po prostu wpaść przy stoliku! Tego typu otwarte, wielofunkcyjne przestrzenie są największą wartością współczesnych miast. Miejsca w których czujemy się swobodnie i przyjemnie, ale zarazem możemy się skupić, popracować, poczytać.

Nie bez powodu na drzwiach amsterdamskich Spaces widnieje napis: Welcome home. Oops, we meant ''Welcome to work!'' (Witaj w domu. Ups, mieliśmy na myśli ''Witaj w pracy!")





Zdjęcia: Zuzanna Mielczarek, archiwum PURO Hotels, zdjęcie główne dzięki uprzejmości Spaces



*Zuzanna Mielczarek, ur. 1990 w Poznaniu. W 2014 roku obroniła architektoniczny projekt miejskiej farmy edukacyjnej na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym, uzyskując tytuł inżyniera architekta. Aktualnie jedną nogą w Rotterdamie, drugą w Poznaniu, kontynuuje swoje poszukiwania projektowe na Delft University of Technology i na UAP. Interesuje ją projektowanie jako bodziec zmian społecznych i relacji międzyludzkich. Praktykowała w takich biurach architektonicznych jak Medusa Group w Bytomiu,  SHAU w Rotterdamie, a także w meblarsko-rzemieślniczym Atelier365 w Brukseli. W swoim dorobku ma m.in. projekty mebli i tekturowych zabawek dla dzieci.


 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required