22.09.2016

POZNAŃ: Oni tu jedzą

Na poznańską (i ogólnopolską) scenę blogową wkroczyli spontanicznie. Ot, chcieli fotografować to, co jedzą. Tu i teraz. Tak też powstała nazwa, z potrzeby chwili - któregoś dnia niemalże jednocześnie wykrzyknęli - przecież MYTUJEMY*! Poznajcie Magdę i Mateusza, którzy wyposażeni w smartfony i nadzwyczaj czułe kubki smakowe pałaszują - wszystkimi zmysłami - lancze w poznańskich restauracjach. Ich atuty to brak zadęcia, bezkompromisowość, doskonała znajomość internetowej komunikacji i wyczucie smaku.


Spotykamy się w jednej z urokliwych knajpek, w sercu Jeżyc - gastronomicznym centrum Poznania. Niedaleko miejsca, w którym na co dzień pracują - agencji interaktywnej White Ducky, mieszcącej się w budynku Concordia Design. To tu wszystko się zaczęło - i znajomość nowych mediów - oboje są specjalistami od internetowej komunikacji, więc Facebook’a, Snapchata i Instagram mają w jednym paluszku, i długie przerwy na lancz, które trzeba jakoś zagospodarować. Pewnego dnia wyruszyli więc w miasto, by jeść. I fotografować.


Spontan? Kontrolowany

- Szukaliśmy pomysłu na siebie, na swoje miejsce w sieci. Początkowo chcieliśmy zająć się modą, ale rynek jest na tyle przepełniony, że sobie odpuściliśmy. Któregoś dnia w biurze spontanicznie zaczęliśmy publikować na Instagramie zdjęcia tego, co zjedliśmy na lancz. I tak w zasadzie wszystko się zaczęło - mówi Mateusz.

Początkowo publikowali zdjęcia swojego posiłku w danej restauracji, oceniając je w skali od 1 do 10, sumiennie dodając cenę dania i krótki opis lokalu - wystroju, atmosfery, obsługi. Z czasem, dzięki reakcjom i komentarzom ludzi zaczęli się rozwijać - zwracać uwagę na jakość i estetykę zdjęć, język. Cel przedsięwzięcia MYTUJEMY nie był jeszcze do końca sprecyzowany. Zabawa zaś - przednia.

W miarę przybywania obserwatorów Magda i Mateusz dodawali kolejne narzędzia komunikacji. Instagram i Snapchat są od bezpośredniego, głównie wizualnego przekazu, grupa MYTUJEMY na Facebook’u powstała zaś by móc wymieniać informacje i opinie. - Zaczęli do nas pisać i znajomi i nieznajomi, z pytaniami gdzie zabrać dziewczynę na randkę, gdzie można zjeść najlepsze ryby, owoce morza, burgery. Nie byliśmy już w stanie odpowiadać na wszystkie prywatne wiadomości. Grupa działa jak żywe forum, magazyn informacji, wątków. Fajnie, że  grupa żyje swoim życiem, że ludzie wzajemnie się inspirują, polecają sobie dobrą kuchnię, nie tylko w Poznaniu. Stworzyła się społeczność - opowiada Magda.

 

 

Czy z jedzenia da się wyżyć?

MYTUJEMY, chórem: - Branża gastronomiczna nie do końca zdaje sobie sprawę z siły social mediów i tzw. marketingu szeptanego w nowym wydaniu. Czasy, kiedy restauracja broniła się dobrym jedzeniem, skończyły się. Konkurencja jest ogromna, nawet jeśli serwujesz doskonałe jedzenie, musisz nieustannie o sobie przypominać. Knajpy organizują więc degustacje, zapraszają blogerów, co chwilę w sieci pojawiają się nowe recenzje. Instagram jest potężnym narzędziem, ale w lokalnym kontekście jego potencjał nie jest wykorzystany.

Jak pracują? - Nasze Instagramowe konto to nasze portfolio, a recenzje, które piszemy to niejako inwestycja. To dzięki MYTUJEMY i sporemu ruchowi, który wygenerowaliśmy, jesteśmy zapraszani do rozmaitych kulinarnych projektów, wypowiedzi do eksperckiej prasy. Szczególnie dumni jesteśmy, że pojawiliśmy się na łamach Gazety Wyborczej, czy w branżowych, profesjonalnych pismach, jak Biznes Restauracje & Catering czy Magazyn Galerie Handlowe. Dla ELLE Polska robiliśmy zestawienie najbardziej instagramowych restauracji (modowych) w Polsce, dla magazynu F5 z kolei - ranking najpopularniejszych miejscówek w Poznaniu, podobnie - cyklicznie - dla Radia ESKA.

Bywa, że ktoś ich prosi o zrobienie zdjęć, bo spodoba się - charakterystyczny już - styl MYTUJEMY. Magda i Mateusz traktują to jako zlecenia zawodowe. Po to przecież inwestują w swoje działania. Ale ich relacje z restauratorami pozostają czyste i bezkompromisowe.

- Owszem, jesteśmy zapraszani na degustacje czy testowanie nowego menu. Na początku towrzyszyła każdemu takiemu zaproszeniu ogromna ekscytacja, choć teraz, gdy dostajemy ich czasem 5-6 dziennie, losujemy, które z nas ma iść tym razem (śmiech). Oczywiście nie jest tak, że ktoś nas zaprasza i oferuje nam wynagrodzenie za przychylną recenzję o kiepskim jedzeniu. To niedopuszczalne! Idąc na posiłek do restauracji, zawsze zostawiamy sobie prawo do niezależnej oceny. Obronną ręką wychodzimy z niejednej sytuacji, bo mocno podkreślamy subiektywność. Nigdy nie nazwalibyśmy siebie krytykami kulinarnymi, nie aspirujemy do tego miana. Po prostu piszemy wprost, czy jedzenie było smaczne, wnętrze ładne, a obsługa miła.

Na rynku, na fali trendu na jedzenie, jest całkiem pokaźna liczba magazynów kulinarnych. Trafiają one jednak do wyrobionego już odbiorcy, wręcz niszowego. Do tej pory nie było medium - także estetycznie atrakcyjnego - które trafiałoby do zwykłego zjadacza chleba, do “randomowego”, jak mówi Mateo, odbiorcy, która szuka miejsca, gdzie można dobrze i smacznie zjeść. Siłą MYTUJEMY jest nieskomplikowany, pełen emocji język, i naturalne, mozna nawet powiedzieć - naturszczykowe - podejście do branży. I całkiem pojemne żołądki!

 

 

Konkurencja? Nikt nie je tyle, co my!

- A zupełnie szczerze - trafiliśmy chyba w dobrą niszę, i według nas - jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Choć pojawia się już mnóstwo naśladowców, kont na instagramie, który imitują nasz styl i język. Mamy jednak tą przewagę, że codzienne przerwy lanczowe w pracy obligują nas do tego, że chcąc czy nie chcąc, idziemy coś zjeść. Nieraz ta przerwa nieco się wydłuża , bo akurat jest kolejka w Kolorowej po lody (tu rozlega się rozkoszny chcichot). Ale mamy ten komfort, że pracę, której nie skończymy w biurze, możemy zabrać ze sobą do domu.

- Codziennie recenzujemy jedno lanczowe danie, ale zdarza się, że odwiedzamy nawet 3 czy 4 restauracje w ciągu dnia. Ja w mieszkaniu nie mam już nawet lodówki! Stara się zepsuła, a nowa zupełnie nie jest mi potrzebna. Gdy zdarzy się (wyjątkowa! :) ) sytuacja  że muszę coś zjeść w domu, kupuję jogurt naturalny ;) - z rozbrajającą szczerością przyznaje Mateusz. 

- Ja z kolei zrezygnowałabym w ogóle kuchni, w zasadzie korzysta z niej tylko mój chłopak - dorzuca Magda.

 

Nie przejedliście się jeszcze?

Pewnymi miejscami - tak, ale jedzeniem na mieście - nigdy! No i nigdy nie znudzi nam się fotografowanie - mówi Mateusz i w tej samej chwili wyciąga telefon, bo na stół wjechały zamówione dania. Nie przerywając rozmowy wstaje, lekko przestawia miskę z zupą, poprawia widelec… rozlega się pstryk! I już po wszystkim.

Na początku fotografowanie zajmowało nam bardzo dużo czasu. Teraz wystarczy dobry kadr, jeden przycisk i gotowe. Nie nosimy ze sobą ciężkich sprzętów, naszym jedynym narzędziem sa telefony. Nimi robimy zdjęcia, wrzucamy je do sieci,  i śledzimy, co się z nim dalej dzieje - kwituje Mateo.

Jemy, a w międzyczasie Mateo, pomiędzy jednym kąsem sałatki a drugim, edytuje zdjęcie.

Sama fotoedycja i tworzenie opisów nie zajmuje zbyt wiele dużo czasu. Najwięcej uwagi zabiera kontrolowanie tego, co się dzieje wokół. Monitorowanie komentarzy, odpisywanie na wiadomości, maile. W zasadzie cały czas jesteśmy w trybie online - przyznaje Magda.

Mają obserwatorów, naśladowców, i masę zaproszeń do ciekawych projektów. Można śmiało powiedzieć, że odnieśli sukces. Stworzyli swoje miejsce. Czy to ich zaskoczyło?

- Na pewno. Nie mieliśmy pojęcia, że banalne konto na Instagramie może nas ukierunkować zawodowo. Że rozrzeszy horyzonty i możliwości na tyle, że zaczniemy myśleć o MYTUJEMY biznesowo. Ale jeśli można robić to, co się lubi i czerpać z tego środki do życia, to jest to wymarzona sytuacja.

 

Degustacja menu i wizyta w NIFTY No. 20

 


Historie? Tylko kuchenne

Czy wciąż lubicie jeść? (szczęk sztućców i przeżuwania pokarmu…) Oboje: - Wiadomo!

- Lubimy całą tą otoczkę, nie tylko samo jedzenie. Odwiedziny restauracji, przyglądanie się wnętrzom, rozmowy z właścicielami. Uwielbiamy te chwile, kiedy już po zakończonej degustacji przychodzi właściciel, przy stole zostają trzy osoby - te, które wypiły najwięcej wina ;) - i zaczyna się snucie opowieści, poza dyktafonem ;) O tym, jak ktoś był na samym dnie i prowadzenie własnej restauracji było jedynym wybawieniem, o rzucaniu pracy w korporacji, o różnych ostatecznych - i szczęśliwych - decyzjach. To jest w tym wszystkim najfajniejsze. Że przy stole spotykasz ludzi, którzy są wyjątkowi. Których nie spotkałbyś nigdzie indziej.

Bo w kulinariach najbardziej fascynujące jest odkrywanie ludzkich historii. Poznawanie knajp od podszewki, odkrywanie motywacji właścicieli. Często są to nietuzinkowe, zupełenie unikalne opowieści. We Wrocławiu poznałam panią, która na jednym z podwórek smażyła przepyszne francuskie naleśniki z kremem z kasztanów, prosto z Paryża. Miała doktorat z antropologii na Sorbonie, relaksowała się, podróżując po Europie food truckiem. Czy są takie historie dzieją się także w Poznaniu?

- Tak, oczywiście! Są historie o porzucaniu pracy w korporacji dla wymarzonej, własnej restauracji. Niektóre kończą się powrotem do zawodu, bo gastronomia to ciężka branża, wymaga bezwzględnego zaangażowania. Ale niektórym się udaje: jeżycki Zakwas powstał z miłości do chleba, z niechęci do korporacji właśnie. Wiemy, że jest plan na wydawnictwo ;) Uwielbiamy też Lars, Lars & Lars, który to przybytek powstał z miłości do kultury skandynawskiej. Jest dopracowany do ostatniego szczegółu - od podkładek po talerze aż po wygląd kelnerów, którzy sprawiają wrażenie, jakby przed chwilą przyjechali z Północy (śmiech). Każdy obiekt tutaj ma swoją historię. Ich rozwiązania bywają nawet kopiowane - jak drewniana, oryginalna tablica wisząca nad barem. Są też knajpy, które naturalną koleją rzeczy są dziedziczone, a fach przekazywany z pokolenia na pokolenie.

 

 

Plany? Oczywiście subiektywne

- Niedawno zaingurowaliśmy Magazyn Subiektywny - zupełnie nowe medium, bardziej pracochłonne i wymagające. Działamy już ponad rok, musimy uważać, by się nie powtarzać. Ostatnio, gdy robiliśmy materiał o śniadanaich, ponownie odwiedziliśmy wszystkie już dobrze znane nam miejsca - po nowe zdjęcia i smaki. Na pewno mamy na widoku nie tylko Poznań, chcemy podróżować i pokazywać naszym Czytelnikom smakowitości z całego globu. Uwielbiamy kuchnię włoską, więc naturalna była wycieczka do Rzymu i Mediolanu. Z kolei Mateusz odwiedził duński Bornholm. I opisaliśmy te miejsca nie tylko pod kątem kultury jedzenia, ale od strony kultury w ogóle, stylu życia - mówi Magda.

- Przy jedzeniu możesz rozmawiać o wszystkim - o kuchni, architekturze, ludziach. Stół to pewien wspólny mianownik odkrywania życia - rozmarza się Mateusz. I natychmiast dodaje: - Chciałbym wyspecjalizować się w fotografii kulinarnej. Ale chciałbym być nadal tym, który fotografuje aparatem z telefonu. I robi to najlepiej!

Magda: - Podzieliliśmy się już tak, że Mateo fotografuje, a ja piszę teksty. Luźny, Instagramowy styl komunikacji to coś, w czym czuję się najlepiej.

Mateusz: - O, tak, Magda jest od nadawania ludzkiego charakteru tekstom. Często “uczłowiecza” moje wypociny.

Jako pierwsi zaczęli w opisach używać emoji, ikonek i kwadratowego formatu zdjęć. Teraz to już standard. Cała komunikacja na Instagramie ewoluuje w bardziej nieformalną, emocjonalną stronę.

 

Etykiety? Nie dla nas

Magda: - Ciężko wprost nazwać to, co robimy. Niektórzy zarzucają nam, że za mało krytykujemy. Ale wszystkie knajpki z kiepskim jedzeniem już namierzyliśmy i opisaliśmy, więc dlaczego mamy wydawać swoje pieniądze na niewyszukaną porcję pierogów? MYTUJEMY to nasz sposób na życie, na dobre jedzenie. To nasz pamiętnik, który pokazuje, jak spędzamy czas. I co lubimy.

Mateusz: - To, co nas wyróżnia to czynnik “ludzki”. Nigdy nie jemy sami - na lancze zabieramy przyjaciół, znajomych z biura, bliskich. Lubimy rytuał, lubimy pokazać, że przy stole dużo się dzieje. Nie chcemy siebie nazywać blogerami, influencerami czy krytykami. My po prostu jemy. I robimy fotki  :)

 

Jeśli chcecie poznań Magdę i Mateusza, porozmawiać o smakach i podróżach, zobaczyć, jak fotografują, a przede wszystkim - skosztować wyśmienitej kuchni, wpadnijcie koniecznie w najbliższą sobotę do NIFTY No. 20 na smakowite pożegnanie lata z MYTUJEMY!

 

 

tekst: Agata Kiedrowicz / redaktor naczelna PURO Magazine
zdjęcia: MYTUJEMY

 

*MYTUJEMY – przyjacielski duet z Poznania tworzony przez Magdę i Mateusza. Wielbiciele dobrego jedzenia i estetycznych fotografii. Nieustanni poszukiwacze nowych i interesujących miejsc na kulinarnej mapie Poznania i nie tylko. Oficjalni ambasadorzy projektu FOOD PROJECT BY SB, organizowanego przez poznański Stary Browar. Zawodowo specjaliści social media oraz studenci Uniwersytetu Ekonomicznego oraz Wyższej Szkoły Bankowej. Ich subiektywne zestawienia oraz wypowiedzi eksperckie zagościły na łamach: ELLE POLSKA, F5, MAGAZYNU GALERIE HANDLOWE, Magazynu Biznes Restauracje & Catering oraz w serwisie newsowym który tworzy RADIO ESKA.

 

Instagram.com/MYTUJEMY
Facebook.com/MYTUJEMY
Snapchat: MYTUJEMY

 

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required