29.09.2015

POZNAŃ: Mebel ma być bezbłędny i już!

Wspomnienia “Poznańskich Ojców Designu” *


Salon zabytkowej willi na starym Grunwaldzie, urządzony meblami z różnych epok  - od XIX-wiecznych ciężkich antyków rzeźbionych z pełnego drewna po współczesny skandynawski design, a wszystko – mimo różnorodności – harmonijnie współgrające, na tle ścian w kolorze słoniowym, zwieńczonych idealnie dobranymi obrazami. Przeplatają się ze sobą XIX-wieczne meble z Wielkopolski i Pomorza, wyroby Swarzędza, a także polskie realizacje dla IKEA. Wszystko pulsujące wspomnieniami, owiane przedwojennym charmem uroczego gospodarza.

Z drugiej strony nowoczesny parterowy dom w środku lasu w Koziegłowach. Liczne, duże przeszklenia otwierają się na zieleń, która, jak mawia właściciel, najlepiej urządza wnętrze, otaczając je ze wszech stron. Te widoki przenikają się z nowoczesnymi meblami autorstwa projektanta i jego studentów, oraz z klasykami designu sygnowanych logo Herman Miller.  

 

fot. 1. po lewej: fotel KAL, proj. Aleksander Kuczma / nowymodel.org; po prawej: TIRUP armchair, proj. Carl Öjerstam, IKEA
fot. 2. profesor Władysław Wróblewski, fot. Zuza Mielczarek; fot. 3. profesor Aleksander Kuczma / nowymodel.org;

 

Te dwa, zupełnie różne światy, tak wymownie uchwycone w swojej naturalnej przestrzeni, to światy dwóch prekursorów polskiego designu, wywodzących się z poznańskiego środowiska projektowego - profesora Władysława Wróblewskiego (ur. 1939) i profesora Aleksandra Kuczmy (ur. 1935).  Podczas gdy drugi bohater jest być może bardziej znany szerszej publiczności, ze względu na publikacje na temat jego eksperymentów z nowymi tworzywami w wielu współczesnych wydawnictwach (choćby tekst autorstwa Anny Magi w "Rzeczach Niepospolitych" czy Krystyny Łuczak-Surówki w "Wizjach nowoczesności"), to sylwetka projektanta Władysława Wróblewskiego jest równie interesująca i znacząca dla polskiego wzornictwa. To właśnie on ugościł mnie w gustownie urządzonym mieszkaniu na Grunwaldzie, a harmonia wnętrza wyposażonego w piękne obiekty z różnych epok i miejsc oddawała spokój, ale i dorobek życiowy profesora – projektanta mebli zafascynowanego zarazem szlachetnością rzemiosła, jak i minimalizmem skandynawskiego meblarstwa.

Profesor Kuczma z kolei, wieloletni i zasłużony pedagog Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu (podobnie jak Wróblewski), zarówno na co dzień, jak i w swoich dążeniach projektowych, zdaje się zawsze szukać czegoś extra, efektu wow. Ta chęć zrealizowała się w wielu meblach jego projektu, jako, że Kuczma był prekursorem designu mebli skorupowych w Polsce, wykorzystując nowoczesne techniki, takie jak np. laminat poliestrowo-szklany.

 

fot. 4. Krzesło projektu Aleksandra Kuczmy, fragment publikacji z książki "Rzeczy niepospolite"

 

Współczesne realia wolnego rynku sprawiają, że młodym projektantom trudno sobie wyobrazić rzeczywistość, z jaką musieli się zmagać ci, którzy przecierali projektowe szlaki w Polsce 40-50 lat temu, w czasach PRL-u. Pogoń za klientami, zleceniami czy też funduszami na realizację własnych koncepcji spędza sen z powiek współczesnym adeptom projektowego freelance'u – zjawiska, które jeśli miało miejsce w poprzednim systemie, to raczej tylko w podziemiu.  Nie każdy zdaje sobie dziś sprawę, że system centralnego sterowania miał swój duży oddźwięk nie tylko w polityce czy w życiu codziennym, ale we wszystkich gałęziach przemysłu, również w meblarstwie i ogólnie pojętym designie. Zarówno systemowe Meble Kowalskich – wszystkim znane meblościanki z mieszkań w wielkiej płycie, jak i szalone projekty skorupowych siedzisk z tworzyw sztucznych Aleksandra Kuczmy czy Romana Modzelewskiego, nieodbiegające fantazją czy jakością od projektów Eamsów – te realizacje na swój sposób było zakorzenione w ówczesnym ustroju politycznym, nawet jeśli błyskotliwością i innowacją  wyprzedzały  swoją epokę.

 

fot. 5. projekty autorstwa Aleksandra Kuczmy, książka "Wizje nowoczesności"

 

W 1950 w Warszawie powstał Instytut Wzornictwa Przemysłowego, założony przez divę polskiego designu – Wandę Telakowską. Było to jedno z przełomowych wydarzeń mających wpływ na tendencję odejścia władz od narzucania znienawidzonego przez projektantów – bo nijakiego, archaicznego i przede wszystkim na siłę forsowanego – socrealizmu, na rzecz myśli modernistycznej. Nagle dokonała się wolta w koncepcjach rządzących i Polska chciała dogonić ten galopujący Zachód – a nawet pokazać, że może być lepsza.

W pierwszym numerze rewolucyjnego czasopisma "Projekt", traktującego o najnowszych tendencjach w świecie projektowania i sztuki, redaktor naczelny, architekt Jerzy Hryniewiecki w inaugurującym tekście "Kształt przyszłości", wnosi postulaty dążenia do nowoczesności. Jego pierwsze słowa "Chcemy być nowocześni" dały tytuł wystawie o polskim designie lat 55-68 XX wieku w Muzeum Narodowym w Warszawie w 2011 roku. I choć, jak twierdził autor, jeszcze nie do końca ówcześnie wiedzieliśmy, czym ta nowoczesność miała być – to nie tylko projektanci i teoretycy, ale i społeczeństwo świadomie dążyło ku nowej, modernistycznej estetyce.


O ile Warszawa, jako stolica, kreowała nowe myśli i trendy – to obaj profesorowie (Kuczma i Wróblewski) jednogłośnie stwierdzają, że to Poznań był centrum prawdziwego meblarstwa, głównie ze względu na rzemieślnicze tradycje Wielkopolski – choćby Swarzędzkie Fabryki Mebli, Fabrykę Sroczyńskiego, Nowickiego i synów. Jednak przed wojną nie miały one przemysłowego charakteru – były bardziej bazującymi na ręcznej robocie manufakturami. Polski przemysł zaczął rozwijać się dopiero po wojnie, podlegając nowej, centralnej organizacji państwa. Rozwinięta tradycja stolarska oraz przewaga użycia drewna jako materiału sprawiły, że cały przemysł meblarski został przypisany do Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego. Ta przynależność nastręczała problemów, pojawiały się choćby braki w metalowych okuciach. Ale to nie zrażało twórców, wręcz przeciwnie, stwarzało pole do projektowej zaradności. Z tego utrudnienia powstał chociażby projekt Władysława Wróblewskiego – regał zaprojektowany tak, by w jak największej mierze uniknąć użycia metalowych wykończeń.

 

fot. Bogusław i Czesława Kowalscy na tle meblościanki / nowymodel.org

 

Ministerstwo było oczywiście na szczycie tej zhierachizowanej drabiny, pod którą podlegały liczne, mniejsze komórki. Jednostki badawczo-rozwojowe miały swoje miejsce niemal przy każdej fabryce. Władysław Wróblewski zaraz po studiach, w latach 60-tych rozpoczął swoją karierę w OBROMie – Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Meblarstwa. Z dzisiejszego punktu widzenia taka praca to może nie zawrotna kariera – nie stawiano wtedy tak jak dziś na indywidualizm i prześcigiwanie się w pomysłach - wszyscy młodzi trafiali do państwowych instytucji, bo innych nie było. Jednak ta zależność była gwarantem stabilizacji i pewnej pracy, a także możliwości wdrażania swoich projektów poprzez dostęp do całego zaplecza produkcyjnego. Stawiano w tamtym czasie, wbrew temu co możemy sobie dziś wyobrażać, na edukację poprzez dostęp do wydawnictw zagranicznych. Jak wspomina Wróblewski, o to dbał Instytut Wzornictwa Przemysłowego, który za główny cel stawiał sobie edukację estetyczną.


Poznań miał szczęście do bycia siedzibą Zjednoczenia Przemysłu Meblarskiego, z ambitnym, dbającym o rozwój, Bolesławem Usarewiczem na czele. W czasie PRL-u Zjednoczenia były organami zarządzającymi konkretnymi branżami przemysłu. Aleksander Kuczma swoją działalność w Zjednoczeniu opisuje jako wielką szansę, która dała mu możliwość eksperymentowania ze swoimi nietypowymi pomysłami. Po pierwsze – dawano mu wolną rękę w realizacji projektów, po drugie – gwarantowano dostęp do nowoczesnych, zagranicznych, importowanych do Polski  taśm produkcyjnych. W ten sposób Kuczma mógł pracować z nowym materiałem – laminatem poliestrowo-szklanym. Ze względu na swoje wykształcenie rzeźbiarskie, miał on bardziej otwarte i świeże spojrzenie na design niż ówcześni projektanci, ograniczeni myśleniem o meblu jako szkielecie. Kuczma jako rzeźbiarz o niesamowitej wyobraźni przestrzennej, świetnie nadawał się do pracy nad formami sferycznymi. Jak sam mówi, był szczęściarzem, ponieważ mimo trudnych czasów mógł się rozwijać. Z drugiej strony jednak za największą porażkę profesor uważa fakt, że większości jego prekursorskich projektów nie udało się wdrożyć do produkcji. Ich żywot zakończył się na etapie prototypów, a aktualnie podziwiać je można głównie na archiwalnych zdjęciach. Mimo, że nowoczesne maszyny były na miejscu, kluczowa sprawa – wyrobienie normy – nie była możliwa ze względu na brak wykwalifikowanych pracowników, którzy mogliby je obsługiwać. Co więcej, produkcja nietypowych obiektów była za droga, a w Polsce po wojnie było wielkie zapotrzebowanie na duże ilości mebli. Ta masówka często prowadziła, mimo dostępu do świetnych wzorów polskich projektantów, do produkcji tandety – z tanich materiałów, niedbale wykończonych. Wanda Telakowska poruszyła ten temat w swoim tekście "Dramatyczne kontrasty", opublikowanym w "Projekcie" w 56. roku. Porównując blichtr polskich wystaw mebli do tego, co dzieje się w codziennej produkcji, stwierdziła:

"Wierzyć się nie chce, iż obok wspomnianych wzlotów „od święta” nasza kultura plastyczna „na co dzień” stoi na tak niskim poziomie. (…) Mając w pamięci kulturę handlu w NRD i CSR – z żalem trzeba stwierdzić, iż pozostajemy w tyle za tymi krajami, mimo że Polska może się pochlubić znakomitymi specjalistami wystawiennictwa, czy też dekoracji okolicznościowej.

Zauważa też, że mimo iż społeczeństwo domaga się pięknych wzorów, a polscy projektanci są uzdolnieni i je tworzą, to, co trafia do sklepów odbiega od wyobrażeń o współczesnej estetyce. Był to swego rodzaju dramat projektantów tamtych lat – chcących dogonić Zachód, ale napotykających ograniczenia materiałowe i produkcyjne.

Jednak zarówno Władysław Wróblewski, jak i Aleksander Kuczma są zgodni, że prawdziwy przemysł zaczął się wraz z pojawieniem się płyty stolarskiej, a następnie płyty wiórowej, w latach 50-tych. Materiały te, choć według niektórych odebrały meblom autentyczność i klasę, pozwoliły na rozsądniejsze rozwiązania konstrukcyjne i produkcję przemysłową. Pierwsze fabryki płyt drewnopochodnych stawiali u nas Szwedzi, ale technologia ta szybko zyskała na popularności na polskim gruncie. Projektanci byli zachwyceni nowymi możliwościami tworzenia mebli – odejściem od konieczności tworzenia specjalnych struktur szkieletowych z pełnego drewna. Norma natomiast była wyrabiana, gdyż taśmowa produkcja wielokrotnie zwiększała tempo wytwarzania mebli.  

W latach 60-tych twórca imperium IKEA, wtedy jeszcze początkujący - Ingvar Kamprad, postanowił wybudować w Polsce swoje fabryki. Szybko zyskując monopol w Szwecji, wygryzając konkurencję niskimi cenami i chwytliwymi rozwiązaniami, został zbojkotowany przez środowisko meblarskie i zmuszony do szukania zaplecza zagranicą. Polski grunt wydał się odpowiedni ze względu na zagęszczenie specjalistów – i to był strzał w dziesiątkę. Również dla Polski, bo choć nasze projekty nie były przez koncern IKEA wdrażane, to zyskaliśmy dostęp do super nowoczesnych technologii, na których skorzystali też polscy producenci i projektanci. Podziw wzbudzała skandynawska jakość. Wróblewski wspomina swoje nordyckie fascynacje:

"Meble skandynawskie były produkowane z lepszych gatunków drewna. Nowoczesne w formie, a jednocześnie drogie, miały dorównywać pięknym meblom stylowym. W rozumieniu współczesnym właśnie mebel przemysłowy ma mieć też wysoką rangę - jeśli chodzi o myśl wzorniczą, i o formę. Myśmy byli tym odurzeni… Co ci Skandynawowie potrafią zrobić..."

Swoje zainteresowanie meblem skandynawskim Władysław Wróblewski wyraził w wielu realizacjach z drewna, choćby w dyplomowym projekcie krzesła z użyciem giętej sklejki.

 

fot. 6. Projekt dyplomowy Władysława Wróblewskiego, 1968 /archiwum własne

 

IKEA wniosła na polski rynek połączenie jakości z masową produkcją i przystępną ceną. Była to dla nas kompletna nowość i źródło inspiracji. Charakterystyczne dla IKEA meble systemowe, szybko stały się idealnym rozwiązaniem także u nas. Małe mieszkania w wielkiej płycie oferowały bardzo ograniczoną przestrzeń życiową. Drogą konkursu na Emy (konkurs na Segmentowe Meble do Małych Mieszkań, w skrócie MMM, w mowie potocznej Emy) – wyłoniono i wypromowano propozycję Bogusławy i Czesława Kowalskich – słynne Meble Kowalskich: meblościanki zawierające w sobie całe wyposażenie pokoju – szafy, półki, a także wysuwany stolik, ławę, fotel, czy łóżko. Takie rozwiązania były wtedy przewrotowe, zmieniły polskie mieszkania. Po upadku komunizmu wyszydzane i znielubione, kojarzone tylko i wyłącznie z zażegnanym systemem. Dziś wracają – doceniamy i autentyki sprzed lat, i współczesne projekty tworzone w podobnej koncepcji. Po boomie gospodarczym rozpasanego młodego kapitalizmu lat 90-tych, znów wracamy do małych mieszkań, z potrzebami podobnymi do mieszkańców M2 w wielkiej płycie pół wieku temu.

 

fot. Czesława Kowalska na tle meblościanki dzisiaj, w ForForm /  nowymodel.org;

 

I choć szafo-łóżko-kanapo-stół to wymarzony mebel niejednego z młodych designerów, żyjącego w ciasnocie swoich 20 metrów kwadratowych, to realia jego pracy są zupełnie inne niż za czasów PRL-u. Dzisiejszy początkujący projektant musi szukać zleceń, zaplecza produkcyjnego, a nierzadko inwestować w nie samodzielnie. Rywalizuje z kolegami, czasem z nimi współpracuje, jednak najczęściej w nieformalnych co-workingach, a nie pod szyldem oficjalnej, a co dopiero – państwowej – organizacji. Do tego dochodzą nienormowane godziny pracy, nieregularność zleceń, konieczność samodzielnego zarządzania rozwojem własnej działalności. Władysław Wróblewski i Aleksander Kuczma, podczas swojej wieloletniej pracy w OBROMI-e, zwykle zaczynali i kończyli swój dzień pracy o podobnej porze. Mieli zapewnioną produkcję, maszyny, a także wiedzieli co mają projektować – na co jest zapotrzebowanie. Mimo, że ograniczani przez system, mieli możliwość tworzenia tego, co chcieli – dobrych mebli. Pytani o porównanie realiów przemysłu meblarskiego w Polsce Ludowej i dziś, nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, czy wtedy było lepiej. Bo gorszych stron każdy z nas jest świadomy – to między innymi kontrola, cenzura, biurokracja. Ale jak wspomina Wróblewski:

"(...) byli ludzie wybitni, którzy wiedzieli czego chcą. Oni dyktowali pewne rzeczy. A ówczesnym władzom można było jednak wiele rzeczy narzucić. Dzięki temu powstawały bardzo cenne dzieła architektury i wzornictwa."

Pod względem ogólnej organizacji z pewnością jednak było lepiej… Ale dziś świat stoi przed projektantami otworem i mamy dostęp niemalże do wszystkiego. Także konkurencja jest zdrowsza i bardziej ożywiona niż za czasów zakładowej współpracy. Zresztą, to, co najważniejsze w pracy projektanta to jakość tego, co proponuje. Trafnie to ujmuje znane wśród studentów motto profesora Kuczmy:

Mebel ma być bezbłędny i już!

 

 


 

Tekst powstał na bazie wywiadów przeprowadzonych przez Zuzę Mielczarek w marcu 2015 z Aleksandrem Kuczmą i Władysławem Wróblewskim - projektantami mebli i profesorami-seniorami wzornictwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Jest również oparty na fragmentach pracy badawczej "Dreams meet reality -  Furniture Design Industry in People's Poland in the domestic and European context based on the memories of senior designers prof. Aleksander Kuczma and prof. Władysław Wróblewski" zrealizowanej na wydziale Architektury Delft University of Technology.


Zuzanna Mielczarek, ur. 1990 w Poznaniu. W 2014 roku obroniła architektoniczny projekt miejskiej farmy edukacyjnej na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym, uzyskując tytuł inżyniera architekta. Aktualnie jedną nogą w Rotterdamie, drugą w Poznaniu, kontynuuje swoje poszukiwania projektowe na Delft University of Technology i na UAP. Interesuje ją projektowanie jako bodziec zmian społecznych i relacji międzyludzkich. Praktykowała w takich biurach architektonicznych jak Medusa Group w Bytomiu,  SHAU w Rotterdamie, a także w meblarsko-rzemieślniczym Atelier365 w Brukseli. W swoim dorobku ma m.in. projekty mebli i tekturowych zabawek dla dzieci.

 


 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required