31.10.2015

POZNAŃ: Kobieta-Sumatra

Sumatra to jedna z większych wysp ponad siedemnastotysięcznego archipelagu Indonezji. Północna część wyspy, nazywana też  Wyżyną Batak to region, którego mieszkańcy, Batakowie, wyróżniają się na tle spokojnej Indonezji - jak sami mówią - silnym charakterem, temperamentem, pracowitością i walecznością. Nie dziwi zatem fakt, że Maiyon Batubara – charyzmatyczna i energiczna właścicielka małej indonezyjskiej knajpki Warung Sumatra na poznańskim Piątkowie – do Polski przybyła właśnie stamtąd, a dokładniej z miasta Sipirok w Północnym Tapanuli.

Gdy 8 lat temu zostawiła swą ojczyznę, wyruszając w poszukiwaniu pewniejszej przyszłości, już wiedziała, co chce w życiu robić – kuchnia od zawsze była jej największą pasją, więc nie zajęła się nią z przypadku. Przed zdecydowaniem się na otwarcie własnego biznesu, dane jej było gotować w kilku poznańskich lokalach serwujących azjatyckie specjały – najpierw nieistniejące już Warung Bali przy Starym Rynku, potem Mati Sushi, tajski FastWok na ul. Ratajczaka, czy ostatnie – dobrze znane wielbicielom japońskiego ramen – Yetztu. Właśnie tam poznała swoją miłość życia, a zarazem partnera w pracy – Mikołaja Krawczyńskiego, z którym postanowili zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i otworzyć własną knajpę.

 

 

No właśnie – zaryzykować – bo zarówno lokalizacja – pawilon handlowy w sercu blokowiska, jak i metraż – niewiele więcej niż 20m2, ani nie zachęcają do odwiedzin, ani nie sugerują genialnej jakości jedzenia, jakiej tam doświadczymy. Ale kto właściwie powiedział, że dobre knajpy muszą być w centrum? I że designerska, bajerancka przestrzeń przekłada się na jakość kuchni? Na pewno nie tłumnie odwiedzający Warung Sumatrę poznańscy foodies, którzy prędko okrzyknęli ją w internecie mianem fenomenu na skalę miasta, a może i Polski, i sprawiają, że co dzień jedzenie wyprzedaje się na pniu. Lokalizacja Warung Sumatry sprawia, że wyjście na obiad przyjmuje znamiona prawdziwej wyprawy. I ja w tą wyprawę, do dzikiego, tajemniczego Tapanuli, w środku betonowej dżungli osiedla Bolesława Chrobrego, chętnie wyruszam.

'Ja jestem kobieta-Sumatra!' - to odpowiedź Maiyon na większość pytań dotyczących fenomenu jej baru. Kobieta-Sumatra, czyli kobieta silna, niezłomna, nigdy nie poddająca się, a przede wszystkim wybitnie pracowita. I choć Sumatrę prowadzi razem z Mikołajem i kilkoma przyjaciółmi, to jednak będąc wulkanem energii, jej filigranowa postać jest głównym motorem napędowym całego interesu. Codziennie wstaje o 5, by przygotować zapas półproduktów na cały dzień, z których potem ona lub chłopcy wyczarowują indonezyjskie pyszności. Mayon nie uznaje przepisów, będąc wyznawczynią empirycznej nauki gotowania. Chłopcy “po pierwsze mają się słuchać, a po drugie mają się sami nauczyć i już”. I jak widać, trafili jej się zdolni uczniowie, bo w zasadzie trudno odróżnić, kto przygotował które danie – nie odstają ani trochę w kwestii azjatyckich aromatów.

 

 

A to, co tu zjemy, to zarówno kuchnia ogólnoindonezyjska – dania z woka, tempura, zupy, ale także klasyki typowej kuchni z Sumatry, jak Rendang – zawiesiste ciemne curry z wołowiną, wymagające misternego wielogodzinnego przygotowania, które w 2011 roku zostało ogłoszone przez CNN najlepszym daniem na świecie (na liczącej 40 punktów liście znalazły się również inne indonezyjskie rarytasy, które też tu zjemy – kurczak satay, czy nasi goreng). Jako, że ja sama nie jem czerwonego mięsa, moim top 1 jest Lontong – jak głosi tablica menu – doskonałe zupodanie, bazujące na mleczku kokosowym, makaronie ryżowym i milionie aromatów, z których ja najintensywniej wyczuwam liście trawy cytrynowej.

Po konsumpcji tak zaskakująco doskonałego posiłku, jakiego nie jadłam w żadnej restauracji serwującej azjatycką kuchnię w Poznaniu, zarówno w kwestii smaku jak i podania, rodzi się pytanie – skąd te niskie ceny? I skąd takie jedzenie w osiedlowym barze?

Maiyon przekonuje, że wbrew temu, co próbują nam wmówić restauratorzy – kuchnia indonezyjska jest bardzo prosta i bezpretensjonalna, co ona sama uważa za jej największy atut. Pytana, gdzie prywatnie najchętniej jada w Poznaniu, odpowiada bez zastanowienia, że jej ukochanym miejscem jest kultowe "Tylko u nas – u Dziadka" a ich zestawu kotlet+kopytka+surówka nie zamieniłaby na nic innego. I jak podkreśla, jest to ten sam fenomen, gwarantujący popularność, co w Warung Sumatrze – uczciwe ceny, godziwe porcje i miła atmosfera. I choć daleko jej do uogólnień i stereotypów, to, jak twierdzi, Polacy są bardzo podobni do Indonezyjczyków, i dobre jedzenie, jak i rodzinny klimat, cenią sobie równie mocno. Stąd trzeba się liczyć z tym, że Maiyon do swoich klientów zwraca się najczęściej per kochanie.

 

 

No dobrze, ale przecież liczba i dostępność składników na kopytka i schabowego nieco różni się od składu aromatycznego Rendangu. Maiyon jednak obstaje przy swoim i kokieteryjnie przekonuje, że wcale nie i że indonezyjska kuchnia to głównie cebula, pomidory, papryka i ryż. Po chwili dodaje jednak, że rzeczywiście – azjatyckie przyprawy i dodatki w Polsce są stanowczo za drogie i za mało dostępne. Jednak wystarczy udać się za zachodnią granicę, by w Niemczech nabyć wszystkie niezbędne, jakościowe składniki w tanich hurtowniach, co dla niej jako kobiety czynu, nie stanowi większego problemu. Marzy jednak o tym, by azjatycka kuchnia została w Polsce odczarowana i byśmy wreszcie zrozumieli, że zarówno sushi, jak i indonezyjskie czy tajskie curry to zwykłe jedzenie dla ludu! A Kobieta-Sumatra według Maiyon to trochę taka nasza poznańska penera – 'Kobieta w gastronomii musi być penerą!'


Tekst, zdjęcia: Zuzanna Mielczarek

 



Zuzanna Mielczarek, ur. 1990 w Poznaniu. W 2014 roku obroniła architektoniczny projekt miejskiej farmy edukacyjnej na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym, uzyskując tytuł inżyniera architekta. Aktualnie jedną nogą w Rotterdamie, drugą w Poznaniu, kontynuuje swoje poszukiwania projektowe na Delft University of Technology i na UAP. Interesuje ją projektowanie jako bodziec zmian społecznych i relacji międzyludzkich. Praktykowała w takich biurach architektonicznych jak Medusa Group w Bytomiu,  SHAU w Rotterdamie, a także w meblarsko-rzemieślniczym Atelier365 w Brukseli. W swoim dorobku ma m.in. projekty mebli i tekturowych zabawek dla dzieci.




 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required