19.10.2014

KRAKÓW: UNSOUND 2014. Usłyszeć zapach, powąchać dźwięk!

O nieznanej muzyce z Norwegii, pierwiastku gender i wyśnionym zapachu noise’u… Z Małgosią Płysą, organizatorką festiwalu muzyki elektronicznej UNSOUND, który właśnie wybrzmiewa w Krakowie, rozmawia Kasia Pilitowska.

 

PURO: Festiwal UNSOUND jest obecny w Krakowie od ponad dekady. Jaka jest historia jego narodzin?

Małgosia Płysa: W tym roku stuknęło nam dwanaście lat! To będzie dwunasta edycja. Festiwal powstał w 2003 roku, z inicjatywy Australijczyka Matta Schulza i jego kolegi. Ja dołączyłam w 2006, pracując początkowo - jak wszyscy zresztą - jako wolontariuszka. To była to dość punkowa inicjatywa! Pierwsza odsłona festiwalu była średnio udana organizacyjnie, choć program był świetny! Z klubu, w którym odbywała się większa część imprezy, zostaliśmy wyrzuceni, wcześniej odłączono nam sprzęt od prądu. Jednym słowem: skandal! Koledzy stracili masę pieniędzy, ale to nie ostudziło zapału. Rok później dołączył Kuba Schroeder z Instytutu Goethe'go, który włączył do współpracy Instytut, i tak zaczął się nowy rozdział.

 

 

PURO: Jak wyglądał pierwszy line-up?

MP: Organizatorzy postanowili zaprosić muzyków z Niemiec, w tamtych czasach kolebki minimal techno i muzyki elektronicznej. Do organizacji festiwalu dołączyły też znane kluby i fundacje krakowskie: Klub RE, Fundacja Pauza, Manggha i wielu „społeczników” interesujących się tym gatunkiem muzyki.

 

PURO: A kiedy awansowałaś z wolontariuszki na organizatorkę?

MP: W 2007 roku, zrobiliśmy wtedy edycję „objazdową”: Praga, Bratysława, Kijów, Mińsk, Kraków... To było świetne wydarzenie! W samym Mińsku Mat zorganizował 5 edycji UNSOUND! W roku 2008 postanowiliśmy założyć fundację i ubiegać się o dofinansowanie z różnych instytucji, w tym z Urzędu Miasta Krakowa. Miasto nas od tego czasu nieustannie wspiera, co dla nas jest wielkim wyróżnieniem.

 

PURO: Zastrzyk gotówki wpłynął na was mobilizująco?

MP: Oczywiście! Pojawiły się nowe pomysły, np. zorganizowanie edycji UNSOUND w Nowym Jorku. Do zespołu dołączyły nowe osoby, z których część pracuje do dziś, a praca przy festiwalu z przygody stała się pracą codzienną. Aczkolwiek jesteśmy nadal instytucją pozarządową i nasze działania wciąż mają charakter raczej “DIY”.

 

 

PURO: Świat muzyki elektronicznej, także ten pod szyldem UNSOUND, wydaje się być bardzo zmaskulinizowanym światem. Czy Twoje pojawienie się w nim było sensacją?

MP: To ciekawe pytanie. Akurat, kiedy zaczynałam, mając niewiele ponad 20 lat, w ogóle na to nie zwróciłam uwagi. Nawet teraz, kiedy o tym myślę, nie sądzę, żebym miała z tym problem wtedy, czy teraz – pracowałam i dalej pracuję w grupie otwartych osób, gdzie każdy traktowany jest równorzędnie i płeć czy wiek nie mają znaczenia. Liczą się kompetencje, wiedza muzyczna i  pracowitość. Jestem feministką, a bycie kobietą w moim zawodzie dotąd ani szczególnie mi nie przeszkadzało, ani niczego nie ułatwiało. Czasem ciężko o wiarygodność, gdy jest się młodą osobą na stanowisku kierowniczym – to raczej przeszkoda w kontaktach oficjalnych, niż międzyludzkich. W gruncie rzeczy ostatecznie decydują kompetencje i wiedza.

 

PURO: Czy to Ty właśnie szukasz kobiet muzyków w ramach UNSOUND?

MP: Od niedawna toczy się dyskusja na temat udziału kobiet na scenie muzyki elektronicznej. Dużo się o tym mówi, powstają różne inicjatywy np. austriacka „Female Pressure”, która prowadzi badania programów festiwali muzycznych pod kątem “parytetów”. I rzeczywiście te badania pokazują (UNSOUND też się w nich pojawia), że kobiet na scenie muzycznej jest mało. To prawda, staramy się wciąż szukać ciekawych artystek - nie tylko zresztą ja - Matt i Grzegorz (Grzesiu Kwiecień, prowadzi klub RE w Krakowie, jedno z najciekawszych muzycznie miejsc w Krakowie - przyp. red.) też są czuli na tym punkcie. Zwłaszcza, że często twórczość kobiet rzeczywiście się wyróżnia, chociaż w muzyce elektronicznej czy eksperymentalnej trudno mówić o jakimś jednym kierunku „kobiecym”. W żadnej dziedzinie sztuki nie istnieje przecież “kobieca” twórczość jako osobny nurt! Jeśli chodzi o elektronikę, kobiet parających się tym gatunkiem jest po prostu mniej. Z drugiej strony, proporcja się wyrównuje jeśli chodzi o pracę w przemyśle muzycznym: całe mnóstwo kobiet pracuje przy festiwalach, zarządzają, zajmują się PR-em i promocją, prowadzą finanse, są menadżerkami, agentkami artystów. W naszym zespole stanowią większość.

 

 

PURO: Jacy są UNSOUNDOWI artyści?

MP: “UNSOUNDOWI” artyści to ludzie poszukujący, pracujący z nowymi technologiami, którzy nie boją się eksperymentów, przekraczania granic. To dla nas ważne, by zapraszać muzyków tworzących niebanalnie, poza głównym nurtem. UNSOUND to festiwal muzyki nieodkrytej, eksperymentalnej i niszowej. Szukamy jej na całym świecie, w miejscach które nie kojarzą się jednoznacznie z muzyką, jak np. Norwegia. Przesłuchujemy tysiące nagrań, tropimy dźwięki niczym muzyczni detektywi. Wiele osób czytając nasze line-up’y nie zna większości artystów. To nasz znak rozpoznawczy, nasza marka.

 

PURO: Co znaczy dziś UNSOUND?

MP: Matt wymyślił tę nazwę w Australii jako projekt, który organizował ze swoim bratem i znajomymi. Jako UNSOUND chcemy, w zalewie festiwali muzyki elektronicznej czy alternatywnej, szukać tego, co nie zostało jeszcze pokazane, odkryte. Prezentować artystów, którzy wychodzą poza przyjęte ramy, pokazywać to, co współcześnie dzieje się w muzyce, co jest najświeższe. Odbiorcy często nie wiedzą, co ich czeka, ale ufają festiwalowi, który jest wyznacznikiem jakości. Odwiedzając UNSOUND widz ma gwarancję, że zobaczy i usłyszy coś nietuzinkowego, co nie zawsze musi być udane. Ale stanowi element naszych nieustannych poszukiwań.

 

PURO: Pracujecie nie tylko z muzykami, i także poza granicami Polski.

MP: Tak, łączymy różnych artystów z różnych krajów, teatr z muzyką, a nawet zapachotwórców z artystami video. Działamy w duchu współpracy z wieloma artystami i instytucjami. Dużo też od nich czerpiemy. Jedną z takich inspirujących przestrzeni jest Nowy Jork, gdzie pokazaliśmy projekt zamówiony przez Goethe Instytut: filmy Andy’ego Warhola z muzyka tworzoną na żywo przez muzyków elektronicznych. Trafiliśmy na wyjątkowy moment, bo mimo, że NYC jest jednym wielkim festiwalem kulturalnym, to wówczas, parę lat temu, muzyka elektroniczna nie była na tyle obecna. Nasz program wywarł ogromne wrażenie. Postanowiliśmy włączyć do projektu polskich muzyków i Polski Instytut. Potoczylo się jak przysłowiowa kula śnieżna.

 

PURO: Był Nowy Jork, była też i Gruzja..

MP: Gruzja to było wspaniałe przeżycie! Dzięki naszemu doświadczeniu w tak nietypowych dla “elektroniki” miejscach jak Kijów czy Mińsk, Tibilisi okazało się świetnym miastem na nasz festiwal. Chcielibyśmy jeszcze tam wrócić.

 

PURO: Pozwolisz, że będę dalej tropić wątki kobiece. W tym roku media podchwyciły news, że UNSOUND zaprezentuje w Nowym Jorku trzy własne zapachy perfum. Skąd wziął się ten pomysł?  

MP:  Czy zapachy to wyłącznie sfera kobieca? Podział na męskie i damskie zapachy to kwestia umowna, a w samym perfumiarstwie więcej jest „nosów” męskich. Pomysł na „Ephemerę” - bo tak nazwaliśmy naszą instalację - powstał dość spontanicznie, podczas spotkania ze znajomymi muzykami w Berlinie. Rozmawialiśmy o sztuce współczesnej i o tym, jak rzadko łączy się zapach z innymi sztukami. Ani zapach, ani dźwięk nie jest wizualny. Zapach kojarzy się z emocjami, jest mocno spersonalizowany. Zaintrygował nas pomysł połączenia dźwięku i zapachu w jednej instalacji, która w sposób synestetyczny oddzialywałaby na widza. Zapragnęliśmy „usłyszeć zapach”. Zaprosiliśmy do współpracy berlińskiego perfumiarza, Gezę Schoena, jednego z najbardziej znanych „nosów” na świecie, znanego z konceptualnych, awangardowych projektów. Zreinterpretował muzykę Bena Frosta, Kode9 i Time Heckera w formie skondensowanego zapachu. Każdy z nich następnie stworzył utwór  nawiązujący do trzech zapachów, odpowiednio: noise, bass i drone - trzech podgatunków muzyki elektronicznej. Te utwory wraz z częścią olfaktoryczną tworzą synestetyczną instalację. Miała premierę w tym roku w Nowym Jorku, rozszerzona o sferę wizualną stworzoną przez niemieckiego artystę video MFO oraz Brytyjczyka Manuela Sepulvedę (Optigram) związanego z wytwórnią Hyperdub –  oraz polskiego twórcę, Piotra Jakubowicza. Szczegónie noise wydaje mi się trafiony. Zaczyna się ostro, metalicznie, by w końcu stać się ciepłym, nieco przypominającym woń mchu i drzew, zapachem. Instalację pokazaliśmy 13 października w ramach edycji Unsound w Krakowie w Muzeum Narodowym w kamienicy Szołayskich. Zapachy będą miały również premierę w  tradycyjnej formie, czyli we flakonach.

 

 

PURO: Jesteście postrzegani jako jeden z najlepiej promujących polskich muzyków festiwali.

MP: Tak, bardzo o to dbamy. Polska scena elektroniczna i eksperymentalna przeżywa rzeczywiście złoty okres. Jest wielu ciekawych artystów o zupełnie unikatowym, trudnym do zdefiniowania, brzmieniu. Zarówno polska jak i zagraniczna publiczność, w tym bardzo wymagająca nowojorska, przyjmuje ich bardzo pozytywnie, choć jeszcze 5 lat temu nie było to takie oczywiste. Tegoroczna edycja obfituje w polskich muzyków i tak dzieje się już od dłuższego czasu. Kiedyś ponad 70% stanowili muzycy zagraniczni, teraz te proporcje są prawie równe. To cieszy.

 

PURO: Jaka będzie tegoroczna krakowska edycja UNSOUND? Znani jesteście z odkrywania nowych miejsc na koncerty, a “ogranym” już przestrzeniom nadajecie nowy, UNSOUNDOWY charakter.

MP: Kontynuujemy współpracę z Narodowym Teatrem Starym, Hotelem Forum i z Muzeum Narodowym. Zapewnimy muzykę do premiery „Króla Ubu” w reżyserii Jana Klaty. Wszyscy poszukujemy tych nowych miejsc. Chcemy naszych gości inspirować architekturą Krakowa, która “łączy” sakralne przestrzenie, jak np. kościół św. Katarzyny (jako pierwsi zagraliśmy tam niesakralny koncert z dość kontrowersyjnym artystą.. to był przełom!) z przestrzeniami postindustrialnymi, jak Muzeum Inżynierii Miejskiej czy Łaźnia Nowa w Nowej Hucie. W tym roku dojdzie Galeria Sztuki XIX w w Sukiennicach, budynek NOT-u na ul. Straszewskiego i budynek konferencyjny ICE Krakowskiego Biura Festiwalowego.

 

PURO: Zakończmy kontrowersyjnym akcentem “kobiecym” (śmiech)... Czy Ty masz czas oderwać się od spraw UNSOUND i w Nowym Jorku czy Pradze poganiać po sklepach?

MP: Staram się! Zakupy w Nowym Jorku nie są głównym powodem organizacji festiwalu, ale jeśli tylko mogę, korzystam z okazji. Nowy Jork to najlepsze miejsce na zakupy! W Gruzji chodzę po targach i wyszukuję przyprawy. Marzę o edycji UNSOUND w Japonii, w Tokyo...

 

PURO: Shopping w Tokyo?

MP: Och, to chyba nie na moją kieszeń, ale… czemu nie?

 

 

Tegoroczna edycja festiwalu odbyła się w Krakowie, w dniach 12 - 19 października, pod hasłem “The Dream”. Jak mówią organizatorzy: „Sen stał się dla nas punktem wyjścia przy opracowaniu programu, a natchnęła nas do tego setna rocznica urodzin Williama Burroughsa. Chcemy się zastanowić, czym w dzisiejszych czasach jest underground i czy w dobie internetu i Facebooka można jeszcze mówić o jakiejkolwiek niszy w sztuce”. Na UNSOUND 2014 zagrali m. in. Atom™ & Robin Fox, Craig Leon, DJ Funk & Bok Bok, The Bug, Kassem Mosse, Ripatti i Robert Hood. Organizatorami festiwalu UNSOUND są Gosia Płysa i Matt Shulz.

 

 
x

Subscribe to our mailing list

*indicates required