11.02.2016

KRAKÓW: Świętujcie Walentynki! Niezwykłe pomysły Krakusów na randkę nie z tej ziemi

Niby wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „Kraków romantyczne miejsca”, żeby znaleźć inspirację do spędzenia walentynkowego dnia. Jednak to, co proponuje nam internet, jest niestety ograną śpiewką. I smutek ogarnia serce prawdziwego Krakusa na widok spisu miejsc, które odarte z jakiejkolwiek magii, stały się jedynie turystycznymi punktami na mapie Krakowa, oglądanymi przez plastikowe okna meleksów. Zapytaliśmy więc rdzennych mieszkańców, gdzie w tym najpiękniejszym polskim mieście spędzili najbardziej romantyczne chwile swojego życia. Wspomnienia (i potencjalne pomysły!) spisaliśmy w porządku alfabetycznym. Oto one!

 

fot: Restauracja U Romana

 

Akademia Muzyczna, restauracja U Romana. Spacer w chmurach

To takie dziwne miejsce, że jeśli nie grasz na instrumencie, lub nie jesteś kimś z rodziny, który właśnie spieszy na pierwszy recital latorośli, to raczej tu nie dotrzesz. Na końcu ul. św. Tomasza, pod numerem 43, przy zbiegu Plant i ul. Św. Marka, stoi okazały budynek Akademii Muzycznej. Okazały, bo tak wysokich w centrum Krakowa nie jest za wiele. W lecie, kiedy okna szkoły są otwarte, warto postać chwilę i posłuchać studentów ćwiczących pasaże, gamy i co bardziej znane klasyczne kawałki. Nasze romantyczne miejsce znajduje się na szóstym piętrze. To restauracja U Romana, której największym atutem nie jest kuchnia - królują klasyki tu lat 70-tych - ale niezwykły taras. W lutym, kiedy to nie wiedzieć dlaczego, wszystkie wieże Krakowa są nieczynne,  rozciąga się stąd zapierający dech w piersiach widok na miasto.  Widziane z tej perspektywy znane zabytki prezentują się zgoła odmiennie. Mamy więc Kościół Mariacki od strony ul. Mikołajskiej, a nie od Rynku, Wawel, też nieco od strony pleców, wieżę Ratuszową na wyciągnięcie ręki, Pocztę Główną, której modernistyczny balkon jest wreszcie na poziomie naszych oczu. Mocniejsze przytulanie uzasadnia lęk wysokości. Na marginesie dodamy, że taras zagrał w filmie „Vinci” u boku Borysa Szyca i Artura Więckowskiego.

Taras czynny jest od poniedziałku do piątku od g. 9-17, w soboty od g. 9-15.

Widok z restauracji

 

Glorieta, Park Bednarskiego. Kolacja z duchami

Park imienia Wojciecha Bednarskiego, założony w Podgórzu na przełomie stulecia, w miejscu po wyeksploatowanym kamieniołomie, gdzie korona wapiennych skał miłośnie obejmuje wysokie drzewa, jest idealnym miejscem na romantyczny spacer. „Latem słoneczne aleje parku osnuwa cień buków, grabów i jaworów, przetykanych rozłożystym dębem lub wyniosłym, uroczystym modrzewiem. Najbujniej szumią gęste szpalery drzew w górnej części parku, który stokami trawników schodzi w bezpośrednie otoczenie kościoła parafialnego, plebani i sąsiadującego z nią gimnazjum”. Tak pięknie opisywał to miejsce Roman Kiełkowski w „Historiach spod Kopca Krakusa”. A zimą, zapytacie? Otóż na niewielkim wzgórzu w środkowej części parku stoi, choć jej dni są policzone niestety, samotna glorieta. Tak nazywano w drugiej połowie XVIII w. ogrodowe lub parkowe budowle usytuowane najczęściej na wzgórzu, o kształcie małego, otwartego pawilonu z kolumnami. Nasza krakowska altana stanowi idealne miejsce na wyznania miłosne. Wcześniej należy uprzątnąć z niej śmieci pozostałe po biesiadach okolicznych mieszkańców i zapalić świece. Romantyzmu doda butelka szampana i stolik przykryty aksamitną draperią w kolorze pąsowej róży. Po spacerze najlepiej zjeść pyszne bezowe ciastko przekładane marmoladą z różą, w restauracji „Pokusa” znajdującej się w budynku Szkoły Gastronomicznej, tuż przy wejściu do parku.

 

 

fot: Herbaciarnia Czarka

 

Herbaciarnia Czarka. Herbaciane czary dla dwojga

Kraków piwnicami stoi. Gdzie nie pójdziesz, to piwnica, a w niej klub lub restauracja. Pełno, głośno, no już bez dymu, choć i takie się zdarzają. Jest jednak takie miejsce, na najbardziej turystycznej ulicy tego miasta – Floriańskiej, które można bez przesady nazwać enklawą ciszy i spokoju. To Herbaciarnia Czarka. Przy niskich drewnianych stolikach, wygodnie rozłożeni na piernatach, poduszkach, perskich dywanach i bambusowych matach, zapominamy o całym zgiełku i wiecznym zabieganiu. Tu czas się zatrzymał. Z porcelanowych i terakotowych czajniczków rozchodzą się zapachy herbat białych, zielonych, żółtych, mieszają się aromaty naparów owocowych, rooibos i pu-erh. A na półkach dziesiątki herbat z Japonii, Chin, Indii i Afryki, nieprzeliczone zastępy czajniczków, dzbanuszków, kubeczków, czarek i akcesoriów do herbaty. I pamiętajcie, herbata zbawiennie wpływa na serce. A rozgrzewające serca miejsce najlepsze są na zimowy, walentynkowy wieczór!

 

 

 

Huśtawka Gombrowicza. Test na poczucie humoru

Koło placu u zbiegu ulic Piwnej i Józefińskiej, niecałe cztery lata temu w ramach festiwalu Art Boom, powstał pomnik „Gombrowiczowi – Rodacy” autorstwa Małgorzaty Markiewicz. I nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak pomniki w Krakowie stawia się hurtowo, szczególnie wielkim patriotom, gdyby nie jego forma. Otóż, jest to huśtawka. A na dodatek huśtawka, na której siedzi się do siebie tyłem. Jej końce maja napisy: Rodacy i Gombrowicz. Klasycznie zakończona po obu stronach konikami-trzymadełkami, jak to na dziecięcych huśtawkach bywa, zmienia swoje położenie pod ciężarem siedzących na niej osób. W zależności od działań użytkowników górę biorą Rodacy lub Gombrowicz. Zakochani mogą pobawić się w grę, kiedy to stojąc do siebie plecami odwraca się na raz, dwa, trzy. Ilekroć odwróci się w tym samym kierunku, tylekroć można się pocałować. Tu będzie potrzebny notatnik. Jeśli cenisz sobie w ukochanej osobie poczucie humoru, huśtanie jest najlepszym testem!

 

 

fot: Hamman Szeherezada

 

Hammam, SPA i restauracja Szeherezada. Miłosne mycie pleców

A gdyby tak w środku zimy - no, niestety Walentynki to nie pora na turlanie się po soczystej trawie - poczuć „siłę letniego gorąca”? Ta poetycka nazwa określa w języku arabskim hammam, czyli inaczej łaźnię turecką. I nie trzeba w tym celu jechać do Turcji, tyko pójść na ulicę Smoleńsk. Tam w podziemiach pięknej starej kamienicy, można się oddać najwymyślniejszym masażom i najprzyjemniejszym zabiegom pielęgnacyjnym z użyciem gorącej wody, pary, naturalnych peelingów, marokańskich glinek, wonnych olejków i oliwnego mydła. Takie kąpiele powodują przyspieszone krążenie krwi i głębszy oddech, co, jak wiadomo, jest najbardziej zauważalnym symptomem zakochania. Jeśli zgłodniejecie, to piętro wyżej, w dekoracjach jak z “Baśni tysiąca i jednej nocy”, skosztujecie przysmaków kuchni Bliskiego Wschodu. Na talerzach królują bakłażany, papryki, pomidory, owoce granatu i figi w asyście aromatycznych przypraw i ziół. Można rozkoszować się słodką baklavą, nazywaną też „arabską viagrą”, popijając orientalną kawę z kardamonem lub herbatę ze świeżą miętą, cynamonem i maramią. Idźcie, szczególnie w mroźny, zimowy wieczór.

 

 

 

Kopiec Wandy i Kopiec Kraka. Tajemna moc w dzień i noc

Pod wieloma względami Kraków jest wyjątkowy. Oprócz rekordowej ilości kościołów, plasujemy się też w czołówce posiadaczy kopców. Mamy ich aż 5! Najchętniej krakusy wdrapują się na kopiec Tadeusza Kościuszki, największy należy do Józefa Piłsudskiego, najmłodszy to kopiec Jana Pawła II, a dwa najstarsze, i najładniejsze, to kopce Krakusa i Wandy. Był jeszcze kopiec Esterki, ale nie dotrwał do naszych czasów. Szkoda, ze względu na legendę byłby pewnie oblegany przez zakochanych! My polecamy kopiec Krakusa lub Wandy. Powstanie kopca Krakusa owiane jest tajemnicą. Według Jana Długosza, pagórek jest grobem Kraka, legendarnego założyciela miasta Krakowa. Opisuje, że pogrzebano go zgodnie ze zwyczajem na szczycie wzgórza, zaś dwaj jego synowie, wykonując jego wolę, wznieśli kopiec na wieczną pamiątkę. Dziś z jego szczytu rozciąga się niezrównany widok na dzielnicę Podgórze, Stare Miasto i kamieniołom Liban.

Drugim kopcem wartym romantycznego spaceru, który znajduje się pomiędzy Nową Hutą a terenami dawnego kombinatu, jest nie mniej zagadkowy kopiec Wandy, córki Kraka.  Tak samo jak w przypadku kopca Krakusa, nie znamy powodu, dla którego ktoś usypał 20 tysięcy metrów sześciennych ziemi. Opis pierwotnego wyglądu kopca pochodzi z 1584 roku, z  publikacji "Herby rycerstwa polskiego". Miała tam w zamierzchłych czasach stać kamienna figura Wandy z wykutym życiorysem po łacinie. Nie dotrwała naszych czasów, zamieniono ją na kamiennego orła projektu Jana Matejki.

Mamy doskonałą propozycję dla zakochanych, którzy zrywają się bladym świtem myśląc intensywnie o swojej drugiej połówce. Stojąc na kopcu Krakusa 2 maja lub 10 sierpnia zobaczymy słońce wschodzące nad Kopcem Wandy. Natomiast stojąc na Kopcu Wandy 6 lutego lub 4 listopada zobaczymy zachodzące słońce dokładnie nad Kopcem Krakusa. Są to przybliżone daty celtyckich świąt Samhain, Imbolc, Beltane i Lughnasadh. Czyż nie byłaby to piękna randka, gdyby zakochani słali sobie świetlne znaki stojąc na przeciwległych kopcach? Najlepiej wybrać się na kopce o wschodzie słońca w ten sposób rozpoczynając Walentynki. Nastawcie budziki!

 

fot: Jakub Hałun

 

Kamieniołom Liban. Tylko dla odważnych i bardzo zakochanych

Niezwykłego hartu ducha i wielkiej miłości trzeba, aby udać się na romantyczny spacer w blasku księżyca do kamieniołomu Liban w Podgórzu. Tu, w 1993 r. kręcone były zdjęcia do scen obozowych filmu „Lista Schindlera” Stevena Spielberga. Wybudowano w tym celu scenografię, której liczne fragmenty pozostały do dziś, m. in. droga z macew (nie są oryginalne). Aby poczuć atmosferę tego miejsca, należy przypomnieć, że w czasie II wojny działał na terenie kamieniołomu niemiecki obóz pracy dla Polaków. Potem, do lat 90-tych ubiegłego wieku,  teren eksploatowano przemysłowo. Dziś to miejsce posiada nietuzinkowy klimat. Nie tylko dzięki industrialnym budowlom, lecz także za sprawą bujnej przyrody. Na dnie kamieniołomu drzemią trzy niewielkie stawy, w zaroślach i młodniakach  mieszkają lisy, zające, jeże, a nad głowami kołują krogulce i pustułki, słychać wrzaski bażantów i pohukiwania sów.  Polecamy w piękny słoneczny dzień, niezależnie od pory roku.

 

 


fot: Tomasz Chorwat

 

Podgórze, Stadion Korona. Teatr miłosnej wyobraźni

Jak wydeptać w śniegu największe serce w Krakowie? Oczywiście tylko na Stadionie Korona w Podgórzu! A przy okazji można sprawdzić echo, stojąc na kamiennych ławach na przeciwległych bokach boiska i skacząc z murka na murek. Wystarczy krzyknąć „Kochasz mnie?”, a echo odpowie gromkim „Taaaaak!”. Stadion otoczony parkiem i prawie stuletnimi drzewami, powstał w 1931 roku. W czasie wojny popadł w ruinę, by odzyskać blask na początku lat 50-tych. Dziś niewiele pozostało z dawnej sportowej świetności, za to na walentynkowy spacer pasuje w sam raz. Ogromna murawa, jeśli jest przykryta śniegiem, doskonale posłuży jako tablica do wydeptania serca z inicjałami, a jeśli nie, sprawdzi się w roli punktu do obserwowania gwiazd. I pospieszcie się, bo są już zakusy dewloperów na to miejsce! Urokliwe miejsce dla zakochanych o każdej porze roku. Idealne także na romantyczny piknik.

 

 

fot: Cecylia Malik and Piotr Dziurdzia

 

Rzeka Wilga. Dziko i romantycznie

Nawet Krakusów zdumiewa fakt, że ich ukochane miasto przecina 6 rzek. Jedną z nich jest Wilga, która wpada do Wisły naprzeciwko Wawelu, a ściślej, koło hotelu Forum na Ludwinowie. Przepływa pod stylowym kamiennym Mostem Retmańskim i łagodnie miesza się z nurtem Wisły. Od tego miejsca, czyli spod mostu,  można zacząć długi romantyczny spacer idąc wzdłuż rzeki meandrującej przez ogródki działkowe, nieznane z tej perspektywy osiedla, zagajniki i dziwne postindustrialne tereny. Od czasu do czasu nad głowami zaszumią wielopasmowe arteria Kapelanki, Konopnickiej czy Kobierzyńskiej. Jeśli oboje macie w sobie żyłkę odkrywcy i lubicie przygody, to odkrywanie Krakowa od nowej, zupełnie nieznanej strony może dostarczyć wam nie lada wrażeń. Dobrze byłoby  wziąć ze sobą plecak z prowiantem i termos z ciepłą herbatą. A, i koniecznie należy powtórzyć spacer na wiosnę i w lecie.

O 6 rzekach Krakowa poczytacie tu: www.cecyliamalik.pl

 

 

 

Staw przy ul. Kaczeńcowej w Nowej Hucie. Powrót do Arkadii

Nowa Huta dla wielu stanowi mauzoleum PRL-u. Niesłusznie. Kiedyś te żyzne ziemie porastały łąki, sady, parki, a gdzieniegdzie rozlewały się modre akweny. Aby poczuć moc przyrody i ducha romantyzmu, udać się należy na północny kraniec Nowej Huty, na ulicę Kaczeńcową. Jak? Na mapie znajdujemy słynny kościół Arka Pana, tuz obok przebiega ul. Fatimska, a zaraz za nią Cienista, potem skręcamy przy figurce Jezusa i przed naszymi oczami rozpościera się malowniczy staw. Przez chwilę czujemy się jak dzieci w Narni, które pod drugiej stronie szafy znalazły inny świat. To idealna oaza spokoju dla wędkarzy i zakochanych. I nic dziwnego. Obok łabędzi, kaczek i rybitw, żyje tu 20 gatunków ptaków, 14 rodzajów motyli i ślimak długowłosy. W zimie dla rozgrzewki można pobiegać dookoła pięknych starych kasztanowców i wiązów. Większość z nich to pomniki przyrody. A wiadomo, że jak się biega dookoła, to się w końcu na siebie wpadnie i zaliczy buziaka! Rekomendujemy randkowanie nad stawem o każdej porze roku.

 



fot: Walenty Kania

 

Walenty Kania. Kuchnia dla odważnych
 

Nasz spis romantycznych miejsc w Krakowie nie byłby pełny, gdyby zabrakło w nim Walentego. Mamy go! Niezwykła to postać krakowskiego kulinarnego świata. Autor niezwykłej książki „Podroby”, w której jeden cały rozdział poświęcony został... sercom. Bajarz, gawędziarz, obieżyświat, smakosz i znakomity kucharz. Jego budkę na kółkach spotkacie najczęściej na skwerku u zbiegu ulic Jakuba, Ciemnej i Izaaka. Zresztą aromaty dobywające się z jej wnętrza doprowadzą was na miejsce. Sława jego kiełbasek jagnięcych i kozich, przekroczyła już granice Krakowa! Śledźcie jego poczynania na Facebook’u, ale zjedzcie coś wcześniej... Kolacja dla dwojga w plenerze za niewielką sumę.

 

 Niezwykłych Walentynek!

 

Tekst: Kasia Pilitowska

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required