29.01.2016

KRAKÓW: Rzecz o latających kobietach

Są latające smoki, latające talerze, latające dywany, latające ryby. Wszystkie te niezwykłe „latawce” zaliczamy do sfery magii, rzeczy nierzeczywistych, istniejących jedynie w naszej wyobraźni. Ale internetowa wyszukiwarka po wpisaniu słowa „latające” podpowiada, choć zaraz po „latających chomikach”, “Latającą Szkołę dla Kobiet”. Uwaga do sceptyków: nie ma dopisku „na miotłach”, porada dla ciekawych: „Wejdź!”.

 

Po kliknięciu przycisku START, założycielka Latającej Szkoły, Agata Dutkowska, tak komentuje ten zjawiskowy ruch: „Nie ma znaczenia, czy jesteś związana z Latającą Szkołą od dawna, czy trafiłaś na tą stronę przed chwilą. Możesz być wytatuowaną hipsterką, albo nauczycielką z trzydziestoletnim stażem. Możesz mieć wnuki, doktorat albo własną winnicę. Jeżeli chcesz zarabiać robiąc coś, co kochasz lub już to robisz, to jesteś jedną z nas”. I zaprasza na tajemniczy ZLOT, ale o tym za chwilę.

 

W Latającej Szkole kobiety przez trzy miesiące zdobywają wiedzę, która pozwoli im wystartować z autorskim projektem lub firmą, albo przekształcić już własny istniejący biznes w taki sposób, że zacznie spełniać oczekiwania i przynosić dochody. Brzmi to wprawdzie jak amerykańska receptura na karierę od pucybuta do milionera, ale Agata sama przeszła tę ścieżkę, zanim pokazała ją innym kobietom. Program Szkoły jest autorskim  połączeniem wiedzy z zakresu nowoczesnego, nieagresywnego marketingu i efektywnych narzędzi internetowych. Inaczej mówiąc, to mariaż praktycznego know-how z kreatywną mocą wspierającej się nawzajem grupy. Kursantki uczestniczą w warsztatach z różnymi specjalistami: graficzkami, copywriterkami, fotografkami, specjalistkami od PR-u, coachami, którzy oferują swoje usługi w cenach dostępnych dla małych, startujących biznesów.

 

 

”Założyłam Latającą Szkołę w 2011 roku, aby zarażać inne kobiety ideą zarabiania na tym, co się kocha", powiedziała Agata w jednym z wywiadów. I dodała „Podstawą jest kreatywne podejście. Bardzo ważne są relacje i budowanie sieci kontaktów. Jakość zawsze wygrywa. To, co robimy, musi współgrać z naszym wnętrzem”. I choć było to prawie pięć lat temu, dalej uważa, że żyjemy w czasach sprzyjających powstawaniu małych, nietuzinkowych biznesów, a w szczególności jest to czas kreatywnych kobiet.

 

Agata Dutkowska ma za sobą ciekawe doświadczenia życiowe, którymi mogłaby obdarować kilka osób. Studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim, Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Pracowała jako trenerka z Theodor Heuss Kolleg Fundacji Roberta Boscha, innowacyjnym programem uczącym aktywizacji społecznej w krajach Europy Wschodniej i byłego Związku Radzieckiego. Napisała przewodnik „Kraków Kobiet” (Wydawnictwo Ha!art) prezentujący nieznane kobiety w historii tego miasta. Jest też absolwentką rocznego kursu integralnego przywództwa i zarządzania projektami w Metaintegral Academy w Stanach Zjednoczonych. Prowadziła warsztaty z zarządzania projektami w Gruzji i kursy gender we wschodniej Turcji. Pasjonatka Krakowa; oprowadzała, nie tylko turystów, ale i krakusów, po autorskich trasach. Założyła Latającą Szkołę dla Kobiet i Latające Kręgi w całej Polsce. Teraz pracuje nad projektem wyjazdów studyjnych dla przedsiębiorczych kobiet z Polski do Kalifornii. Nieźle!

 

PURO: Agato, co robiłaś przed lataniem w szkole?

Agata Dutkowska: Byłam królową fuch. Nie miałam etatu. Mój czas był wypełniony marnie płatnym drowczymi pracami. Szyłam patchworkowo mój czas, chcąc zapewnić sobie egzystencję. Byłam takim „rozproszonym freelancerem”, a nie kimś, kto zrezygnował z pracy w korporacji, choć zawsze starałam się robić to, co lubię. I tak zostało. Od jakiegoś czasu w dalszym ciągu robię to, co lubię, tylko z głową i pomagając innym wejść na taką ścieżkę.

 

PURO: Z tej chęci pomagania narodziła się Latająca Szkoła dla Kobiet?

AD: „Latająca” wzięła się z tego, że od początku założyłam, że nie będę miała ani siedziby, ani biura; nie było mnie na to stać. Chciałam być mobilna, pojawiać się w różnych miejscach i prowadzić zajęcia z różnym osobami w roli nauczycielki. Nawiązałam do tradycji nieformalnej edukacji w Polsce, „latających uniwersytetów” i połączyłam to ze współczesnym trendem uczenia się przez internet.  A przedsięwzięcie dedykowałam kobietom, ponieważ miałam wokół siebie mnóstwo koleżanek, u których obserwowałam rozdźwięk pomiędzy ogromnymi możliwościami i twórczym zacięciem, a tym, że sobie nie radzą finansowo. Pomyślałam sobie, że gdyby te dziewczyny miały więcej pieniędzy, to wydawałyby je na bardziej sensowne rzeczy. I chciałam się do tego przyczynić. Obok modnych w tamtych czasach kursów rozwijających osobowość brakowało takich, które pokazywałyby, jak zbudować bazę finansową.

 

 

PURO: Nie byłaś jedyną wykładowczynią.

AD: Na początku oferowałam tylko jednodniowy warsztat – „Zarabiam na tym, co kocham” i prowadziłam go w mojej pracowni na Zabłociu. Jego celem było znalezienie pomysłu na biznes, albo przekształcenie tego, co już się robi, w dochodowe małe przedsiębiorstwo. Kosztował 20 zł, a dochód był przeznaczony na schronisko dla psów. Wszystko się zmieniło po moim wystąpieniu na PROGRESSTERONIE na który zostałam zaproszona. Dzięki niezwykłej pozytywnej energii festiwalowej, utworzyła się grupa kobiet, która chciała się dalej spotykać i pracować. Tak powstały Latające Kręgi, czyli darmowe spotkania kobiet z kobietami, które odniosły sukces tworząc swój mały biznes i tą wiedzą chciały się dzielić. Z jednej strony kręgi dopełniły moją ofertę warsztatów, z drugiej promowały to, co robię i stwarzały możliwość poznania innych interesujących kobiet, nawiązania współpracy, a nawet otrzymania zlecenia. Kręgi spełniają też funkcję marketingu szeptanego, który polega na podawaniu sobie z ust do ust wieści o dobrych rzeczach i inicjatywach.

 

PURO: Czy Kręgi okazały się potrzebne?

AD: Tak! Udostępniam "przepis na krąg" na wolnej licencji. Chciałabym, aby w całej Polsce były organizowane takie spotkania. Do tej pory zgłosiły się chętne osoby do prowadzenia kręgów w Krakowie, Trójmieście, Warszawie, na Śląsku, w Tarnowie, Poznaniu i kilku mniejszych miastach.

 

PURO: Pierwszą wykładowczynią w szkole była...

ADAnia Piwowarska. Pracowała jako copywriter dla dużej agencji reklamowej. Była jednak jedną z tych nielicznych osób, które rozumiały, że potrzeby małego biznesu są zupełnie inne, że ważna jest autentyczność i opowiedziana “historia”. A przede wszystkim, że niewielki budżet nie pozwala na spektakularne kampanie reklamowe. Ania zajęła się stroną marketingową powstających małych biznesów. Potem pojawiła się „Pani od PR”, Justyna Kozioł. Świetnie doradzała i dzięki niej wiele dziewczyn trafiło do mediów. Wiesz, zupełnie inaczej zaczyna funkcjonować ktoś, kto udzielił wywiadu np. w Trójce. To już jest genialny news na stronę www, Facebooka.

 

 

PURO: Czyli, jak to kiedyś określiłaś, to nie jest „wacikowe podziemie”.

AD: Tego określenia użyłam po lekturze „Doktryny Ateny”. Opisana jest w niej wielka zmiana wartości w globalnym biznesie i w przywództwie. Po przebadaniu tysięcy przypadków na świecie, naukowcy doszli do wniosku, że takie wartości jak współpraca, dzielenie się wiedzą, wspieranie się -  tradycyjnie uważane za domenę kobiet - stają się teraz kluczowymi umiejętnościami liderów i dominującymi strategiami w biznesie. 

 

PURO: Gdzie teraz jest Szkoła i Ty w niej?

AD: To co powiem, będzie dziwne. Chciałabym odejść od spojrzenia biznesowego. Gdy zaczynałam prowadzić warsztaty, byłam pierwsza. Obecnie powstaje całe mnóstwo tego typu inicjatyw właśnie dla kobiet, czyli jak założyć własny biznes online. Czuję, że to co miałam zrobić, zrobiłam i już mnie nie kręci, żeby iść głębiej. Chciałabym - ciężko mi to nazwać po polsku - zająć się tematem „women's empowerment”, czyli wspierać kobiety, które nie tylko mają małe biznesy, ale też chcą wywierać wpływ na rzeczywistość. Dam ci przykład Ewy Langer, która robi obozy muzyczne dla kobiet w każdym wieku. (Ladies Rock Camp, piszemy o tym w artykule o nietypowych prezentach pod choinkę - przyp. red.). Tu nie chodzi o to, czy to jest stowarzyszenie, fundacja czy biznes. Tu chodzi o oddziaływanie. I chcę dalej rozwijać Latające Kręgi, podczas których kobiety opowiadają swoje historie. One wyszły poza Polskę, zaczęły pojawiać się tam, gdzie polskie emigrantki, np. w Dublinie i na Wyspach Zielonego Przylądka! Zachęcam do tworzenia takich małych kręgów wsparcia, poza tymi miejskimi. Rzuciłam taką ideę, żeby spotykać się częściej, regularniej w czteroosobowych grupach, gdzie wszyscy się znają i motywują do działania rozwiązując wspólnie problemy.

 

PURO: Już za parę dni, 23 stycznia, zacznie się ZLOT

AD: Stworzyłam pewną społeczność i chcę ją dalej “karmić”. Dobrym miejscem, żeby nawiązać nowe kontakty i poszukać inspiracji jest ZLOT. Pierwszy odbył się w zeszłym roku. Wcześniej też robiłam podsumowania roku, nazywały się finisażami i były organizowane na niewielką skalę. Absolwentki szkoły streszczały swój projekt w kilku minutach. Przychodzili znajomi, rodzina. Teraz ZLOT jest trzydniowym świętem nie tylko absolwentek, ale kobiet, które zmieniają świat, inspirują, dają siłę.To też czas debiutów, nieformalnych spotkań i wymiany doświadczeń.  

 

PURO: A jaki będzie tegoroczny ZLOT?

AD: Różnorodny i obfity. Na ZLOCIE np. promujemy warsztaty pilotażowe: debiuty, które prowadzą członkinie społeczności. Same się zgłosiły i zaproponowały tematy. Mogą okazać się albo sukcesem, albo klapą. Ale tak właśnie ma być. Trzeba nauczyć się tego, że nie wszystko musi być perfekcyjne. To jest zmora wielu kobiet, wyobrażenie, że wszystko musi pójść gładko, bezbłędnie, bo jak nie, to same mamy ze sobą problem.

 

PURO: Opowiedz jeszcze o absolwentkach Szkoły.

AD: Są to kobiety z najróżniejszych branż: menadżerki, psycholożki, architektki, aktorki, filolożki, malarki. Prawie wszystkie prowadzą dziś własne firmy. Anna Hojwa specjalizuje się w rowerowych wycieczkach po Krakowie i prowadzi bloga Vintage Kraków, Anna Królikowska organizuje twórcze warsztaty i szkolenia z osobistego rozwoju (www.bajla.pl), Maria Rauch projektuje wnętrza (www.mariarauch.pl), Izabela Skrypuch prowadzi warsztaty emisji głosu, Justyna Kozioł stworzyła markę Pani od PR, która pomaga małym biznesom - również tym, które powstały dzięki szkole - w budowaniu wizerunku, Aleksandra Budzyńska uczy zarządzać czasem (www.paniswojegoczasu.pl) i to jest spektakularna kariera.

 

Agata na stronie Latającej Szkoły kobiet napisała, że wszystko co wie na temat prowadzenia biznesu albo podpatrzyła śledząc strony Danielle Laporte, Marie Forleo i setek innych i sprawdziła na sobie, albo wymyśliła i sprawdziła na sobie, albo sprawdziła czy i jak działa u innych. Nie ma lepszej rekomendacji.

 

 

Kiedy zapytałam Agatę o absolwentkę, która odniosła spektakularny sukces, bez wahania odpowiedziała:  Ola, Pani Swojego Czasu. Zabrzmiało to znowu jak z bajki, choć Aleksandra Budzyńska okazała się nie tylko kobietą z krwi i kości, ale też niesamowitą osobowością. Wstaje o 4.30, żeby zbadać poziom cukru swojemu choremu na cukrzycę synkowi, raz w tygodniu spotyka się w Latającym Kręgu, prowadzi kursy online (14 webinariów, w których wzięło udział 4000 kobiet) i trzy bogi, ma czas dla siebie, niezłe pieniądze, a pracuje 6 godzin dziennie. Jak ona to robi?

 


 

 

PURO: Kim byłaś, gdy zapisywałaś się do Latającej Szkoły?

Aleksandra Budzyńska: W kwestionariuszu napisałam, że jestem kobietą, która chce znaleźć cel w życiu. Wtedy wydawało mi się, że jestem tego bliska (chciałam rozwijać prowadzoną agencję guwernantek). Pani Swojego Czasu wtedy jeszcze nie istniała. Jestem ciekawym przypadkiem spektakularnego sukcesu w biznesie online; biznesu, który rozwinęłam dzięki wsparciu Wakacyjnego Kręgu.

 

PURO: A w takim razie Pani Swojego Czasu...

AB: PSC wymyśliłam, kiedy mój synek zachorował na cukrzycę. Były wakacje. Działał Wakacyjny Krąg Wsparcia Latającej Szkoły. Uświadomiłam sobie, że – przeorganizowując całe swoje dotychczasowe życie – stałam się Panią Swojego Czasu. Swój pomysł przedstawiłam dziewczynom, które zachwycone powiedziały: „Rób to!”.Jeszcze tego samego dnia założyłam fanpage i stronę internetową, myśląc: „Dlaczego nie nauczyć tego innych kobiet?”. I to był mój pomysł na biznes. A Latająca Szkoła? Dzięki spotkaniom z Agatą i kobietami z Kręgów poznałam moc kobiecego społeczeństwa – bez tego doświadczenia moja firma nie byłaby tym, czym jest dziś.

 

 PURO: Czego uczysz?

AB: Skupiania się na swoich celach i priorytetach. Uczę też, jak odpoczywać, jak dawać sobie luz, bo wiem, że doskonale zorganizowane kobiety nie planują, a nawet nie potrafią zaplanować sobie odpoczynku.

 

PURO: Jaka nauka ze Szkoły okazała się dla Ciebie najważniejsza?

AB: Odkryłam biznes online! Odkryłam możliwość organizowania i prowadzenia kursów online! Obecnie mogę powiedzieć, że śmigam w Internecie i że biznes online stanowi podstawę mojego działania.  Drugim odkryciem była Ania Piwowarska i jej koncepcja autentycznego copywritingu. Poczułam, że do tej pory w moim biznesie posługiwałam się obcym mi językiem, niezgodnym z moimi życiowymi zasadami. Dlatego budując Panią Swojego Czasu, wreszcie przemówiłam swoim językiem i w zgodzie ze sobą. W ten sposób połączyłam puzzle, czyli mówienie o sobie w sposób autentyczny z pisaniem o sobie.

 

PURO: Gdybyś mogła stworzyć drogowskaz…

AB: Napisałabym na nim: „Zastanawiaj się, co chcesz robić”. Nie: „Zastanów się”, bo wyborów należy dokonywać często.


Tekst: Kasia Pilitowska
Zdjęcia: Latająca Szkoła 

 

www.latajacaszkola.pl
www.paniswojegoczasu.pl

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required