22.06.2016

KRAKÓW: Masowe odzyskiwanie Wisły

Krakowianie na hasło „masa krytyczna” reagują dość emocjonalnie. To dość eufemistyczne określenie, bo niektórych po prostu przysłowiowy szlag trafia! Co roku Krakowska Masa Krytyczna, czyli tłum rowerzystów i miłośników jednośladów paraliżuje Kraków, albo, jak chcą inni, bierze we władanie gród Kraka, manifestując w ten sposób prawo do pacyfistycznego współżycia z ruchem samochodowym. Jednak pierwsza Wodna Masa Krytyczna, która odbyła się pod koniec czerwca 2012 roku, wywróciła to postrzeganie do góry nogami. Wszyscy ją pokochali! Pomysłodawczynią gromadnego spływu Wisłą „na czym kto może”, jest Cecylia Malik, która w taki sposób zwieńczyła swój artystyczny projekt „6 rzek”.

Wodna Masa Krytyczna to nie tylko manifestacja miłości do Wisły i społeczna akcja na rzecz jej odzyskania dla mieszkańców, lecz także po prostu dobra zabawa. Płynąć można na „byle czym”, trzeba mieć tylko kapok. Cztery edycje Masy pokazały, jak nieskrępowana ludzka wyobraźnia zapełnia rzeczne wody bajkowymi i zdumiewającymi wodnymi wehikułami. Była ogromna gumowa taczka, fragment pokoju z kanapą i lampą, tratwa z butelek po wodzie mineralnej, wieloryb, syrena na srebrnym delfinie, balia, pływająca łąka, a nawet styropianowe buty, w których można było chodzić po falach! Kto nie wybudował własnej łodzi, wypożyczał kajak lub łódkę. W każdym przypadku było wesoło.  Z biegiem lat, do wodnych wygłupów dołączyły pokazy filmów pod mostami, wodne pikniki, wyścigi smoczych łodzi, a w tym roku na drewnianym galerze zaplanowano koncert Capelli Cracoviensis.

Kim jest organizatorka tego całego zamieszania? Ta ruda piękność, którą można codziennie zobaczyć, jak z nieodłączną suczką Orsi przy boku, mknie na zielonym składaku przez wiślane bulwary? Cecylia przede wszystkim jest krakuską, społecznie zaangażowaną w obronę ostatnich dzikich zielonych i wodnych miejsc Krakowa. Poza tym, jest malarką, performerką, edukatorką i aktywistką. Jej najbardziej znane akcje performatywne to “Koncert u Pana Żula” w Galerii Zderzak, „365 Drzew”, „Warkocze Białki” i „6 Rzek”. „Modraszek Kolektyw”, akcja w obronie krakowskiego parku krajobrazowego Zakrzówek, zjednoczyła krakowian i znacząco wpłynęła na decyzje miasta w sprawie ochrony terenów zielonych. Za realizację projektu „365 Drzew” otrzymała tytuł Kulturystki roku 2010, przyznawany przez Instruktorów Radiowego Domu Kultury Programu 3 Polskiego Radia.

Na spotkanie z nami Cecylia przyjeżdża rozpromieniona. Kolejny projekt - adaptacja pawilonów w Lasku Wolskim na dom kultury i pracownie krakowskich artystów nabiera rumieńców.

 

 

PURO: Cecylio, czy Ty czasem nie jesteś z trygonu wodnego?

Cecylia Malik: O! Jestem rakiem! Nigdy nie pomyślałam o sobie w ten sposób.

 

PURO: To może dlatego woda w Twoim życiu stała się tak ważna?

CM: Mam to z dzieciństwa. Woda to cel. Zawsze jak gdzieś się jechało, to się wybierało miejsce nad wodą. Docieraliśmy nad morze, jezioro albo nad piękną rzekę. Każde miejsce miało sens, pod warunkiem, że było usytuowane choćby nad potoczkiem. Mamy kilka takich „sensów” w Krakowie, choćby Zakrzówek. I ten zapach... Zapach wody, mułu, który zwiastuje otwarcie pejzażu na wodę.

 

PURO: Czym dla Ciebie jest rzeka w mieście?

CM: Rzeki są duszami miast. Gdziekolwiek się nie pojawię, mam ogromną ochotę pójść nad rzekę. Szczególnie po tym moim wodnych projektach to uczucie się spotęgowało. Gdy jadę gdzieś pociągiem albo autobusem, to mijając rzekę myślę: jak ona się nazywa? Jakie ma brzegi? Dokąd płynie? Zachwycają mnie.

 

PURO: Twój projekt „6 rzek”, w którym spłynęłaś maleńką jak łupina orzecha łódką sześć krakowskich rzek, uświadomił krakowianom, że w naszym mieście jest ich aż tyle.

CM: Parę lat temu z Kazimierzem Walaszem, założycielem i prezesem Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego, spłynęliśmy krakowską rzeką Dłubnią. Była strasznie zaśmiecona, tamy odpadów uniemożliwiały płynięcie, a dziś w jednej z jej części jest tor kajakowy. To niesamowite, że to się teraz dzieje!

 

 

PURO: Ty to sprawiłaś.

CM: Nie, chyba nie. Ale opowiem ci skąd wzięły się w mojej głowie rzeki. W ramach mojej działalności artystycznej zajmuję się dzikimi zielonymi terenami Krakowa. Uważam, że one są nam niezbędne do szczęścia. Żeby dobrze się czuć, trzeba mieć w mieście możliwość wyjścia z domu w zieleń, tak, jak się wchodzi do wody. Mamy całkiem sporo takich miejsc w Krakowie, ale nie doceniamy ich i niestety większość z nich jest zagrożona powiększającą się aglomeracją. Musimy o nie walczyć.  Pamiętajmy też, że zwierzęta żyjące w miastach lgną do tych zielonych wysp, gdzie przeważnie jest jakiś akwen. ...I tak dotarłam nad wodę, a właściwie nad rzekę. Pojawił się projekt, żeby spłynąć rzekami Krakowa. Wtedy poznałam Gochę Nieciecką, która prowadziła w radiu audycję „Temat rzeka”, w której poruszała tematy okołowiślane, ale gównie skupione na kulturotwórczym charakterze Wisły i historii. Pewnego razu siedziałyśmy sobie nad Wisłą, na jedynej dzikiej plaży, która powstała po powodzi, i wymyśliłyśmy happening na inaugurację jej audycji w radiu. Przebrałyśmy się za syrenki, usiadłyśmy na brzegu Wisły i zaprosiłyśmy słuchaczy na piknik na nadwiślańskiej plaży.

 

PURO: A jak narodziła się Wodna Masa Krytyczna?

CM: Miałam mieć wernisaż moich prac z projektu „6 rzek”, ale nie chciałam, żeby odbywał się w galerii, w zamknięciu. Chciałam innych dekoracji, natury. Wpadłam na pomysł, żeby odbył się na rzece i tak narodziła się Wodna Masa Krytyczna, która wtedy była też częścią festiwalu Art BOOM (o sztuce w przestrzeni miejskiej). Chciałam, żeby krakowiacy wsiedli do pontonów, łódek i kajaków i popłynęli wspólnie Wisłą. Dołączyła do nas Aneta Rostkowska, kuratorka z Bunkra Sztuki i siedząc na owej plaży kreśliłyśmy pierwszy scenariusz spływu. Chciałyśmy  zachęcić mieszkańców Krakowa do udziału w Masie i pokazać, że Wisła jest przyjazna, bezpieczna. W pierwszej Masie popłynęło 40 osób, ale wielu także przyszło na brzeg i idąc bulwarami, machając do nas, towarzyszyli nam od przystani do końca. Tłumy stały na mostach i pozdrawiały naszą kolorową wodną masę. Rozpierała nas radość.

 

PURO: Wskoczyłyście do rzeki?

CM. Tak! To jest nasze słynne zdjęcie jak w kółkach do pływania w kwiatuszki dryfujemy pod Wawelem, a w rękach trzymamy kieliszki z wodą z Wisły. Nie piłyśmy jej, chciałyśmy jedynie pokazać, że jest przezroczysta. Jedna z nas tak się wczuła, że rzeczywiście łyknęła jej trochę, ale przeżyła. (śmiech) Miałyśmy też zaraz po kąpieli wziąć prysznic na wszelki wypadek, ale żadna z nas tego nie zrobiła. I nic nam się nie stało.

 

 

PURO: Jaka była następna Masa?

CM: Przede wszystkim dołączyli do nas inni artyści jak Ewa Ciepielewska, która maluje wodne mapy Wisły, prezpływa co roku całą Wisłę i organizuje Pływający Festiwal Sztuk, i Bartolomeo Konczenasz, fotograf, artysta, performer. On nawet płynął na desce surfingowej w pełnym kombinezonie surfera! Było więcej ludzi i powstały piękne wodne wehikuły. A to dlatego, że, co ciekawe, prawo wodne jest odrębne od prawa drogowego. Nie jest to wcale oczywiste, ale rzeka to przestrzeń publiczna miasta. Każdy może jej używać. Nie trzeba mieć żadnych dokumentów, kwalifikacji czy pozwoleń na pływanie po Wiśle, co więcej -  to, w czym pływasz, może być byle czym! Ważne jest, żeby mieć na sobie kapok i nie przekroczyć ustalonych gabarytów. Policja wtedy nie ma prawa wyrzucić cię z rzeki. Gdy nas, wodnych maniaków, zrobiło się wielu, postanowiliśmy robić Masę co roku w czerwcu.

 

PURO: Pomagasz w konstruowaniu wodnych pojazdów?

CM: Bartolomeo i Kuba Wesołowski uczą ludzi za pośrednictwem  Facebooka jak konstruować tratwy. Robią też zbiórki odpadów zdatnych do budowania różnych dziwnych pływających wehikułów, doradzają, podpowiadają, z czego zrobić łódkę, żeby nie utonęła. Potem następuje ten ekscytujący moment, kiedy sprawdzasz, czy to coś pływa, czy cię utrzyma na powierzchni, czy się zaraz nie rozpadnie. Marzę o tym, żeby artyści budowali swoje autorskie łodzie i przyłączali się do nas. W zeszłym roku Marta Sala wykonała ogromne buty ze styropianu, w których można było chodzić po wodzie. Przeszła w nich całą trasę, ani razu się nie wywróciwszy. To było coś pięknego!  

 

PURO: Czym tegoroczna Masa różni się od poprzednich?

CM: W tym roku wyjątkowo będzie w sobotę, nie w niedzielę, bo stała się częścią programu Wianków (coroczna impreza kulturalna organizowana przez Urząd Miasta Krakowa i Krakowskie Biuro Festiwalowe z okazji Nocy Świętojańskiej). Natomiast niezwykłe jest to, że odbędą się dwa prawdziwe, wodne koncerty. Na galarze będzie płynął zespół Angela Gaber Trio, a Capella Cracoviensis przywita uczestników barokowymi fanfarami, skąd później zostanie zabrana na galar Józefa Ratajczyka, organizatora flisackich spływów Wisłą (przypływa do nas z Oświęcimia), by ostatni utwór wykonać na wodzie pod mostem Grunwaldzkim. To będzie koncert dla Wisły! Odważyliśmy się również wydłużyć trasę Masy, czyli startujemy w miejscu, gdzie rzeka Rudawa wpada do Wisły - to urocze miejsce, niedoceniane przez krakowian, koło klasztoru Norbertanek - i płyniemy aż do ujścia Wilgi. Abordaż na łódki poprzedzi piknik w miejscu dawnej plaży miejskiej, gdzie jeszcze dziś można wejść do Wisły po kostki i poczuć pod stopami piasek.

 

PURO: Co daje ludziom Masa?

CM: Sporo radości i dobrej zabawy. I zmianę optyki - zawsze patrzysz na Wisłę z lądu, a nagle oto jesteś na Wiśle i spoglądasz na wszystko z perspektywy wody. Widzisz mosty od dołu... Tego uczucia rzadko doświadczamy w mieście. Rzeka jest częścią miasta, poprawia jakość naszego życia i sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi.


Tegoroczna Wodna Masa Krytyczna w Krakowie odbędzie się 25 czerwca. Zapraszamy!

 

 

 

fot. Agata Jabłońska, Andrzej Wójcik, Bartolomeo Koczenasz, Mateusz Torbus

 

 

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required