27.07.2015

KRAKÓW: Architektura dźwięków podziemnej sofy

Na sofie jest najwygodniej, to oczywiste. Wszystko jedno, gdzie się znajdziesz, ale mając wybór, zawsze na niej siądziesz. Nic więc dziwnego, że na wolne miejsca na Sofie Underground czekają wszyscy, z niecierpliwością. A nie ma ich za wiele: 30, czasem 40, w porywach do 50. No i nie zawsze wiadomo, w którym stanie mieszkaniu i na jakiej ulicy. To wyjawiane jest w ostatniej chwili przez Paulinę i Agatę, które od kilkunastu miesięcy targają ten mebel po całym Krakowie.

 

 

Rozmowa z Pauliną Piechotą  i Agatą Motyką, organizatorkami Sofa Underground Cracow

 

Tekst: Kasia Pilitowska
Zdjęcia: archiwum Sofa Underground Cracow, Michał Chmielewski

 

Sofa Underground to artystyczny projekt mikro festiwali muzyki i sztuki, zainicjowany przez Chrisa Petersona w Madrycie.  W mieszkaniach, udostępnionych przez życzliwych właścicieli, odbywają się wieczory kulturalne, które mają na celu stworzenie intymnej przestrzeni artystycznej i skrócenie dystansu między publicznością a wykonawcą. Muzycy prawie dotykają kolan ludzi siedzących w pierwszym rzędzie, a podczas przedłużających się przerw można sobie z nimi uciąć pogawędkę. Głównie występują nieznane, młode zespoły muzyczne, czasami towarzyszą im mini wernisaże, występy teatrów lalek, rysowanie na żywo, czytanie poezji. Za to zawsze goście przynoszą smakołyki na wspólny stół. Dwie studentki krakowskiej architektury, zauroczone pomysłem (a były akurat w Madrycie na stypendium) postanowiły muzyczną sofę przywieźć do Krakowa. Do tej pory, w czasie 32 miesięcy, odbyło się 10 sofowych spotkań, w których uczestniczyły 32 zespoły i prawie 500 słuchaczy.

 

 

Skąd wzięłyście się na sofie?

Paulina: Studiujemy architekturę na Politechnice Krakowskiej, a zaprzyjaźniłyśmy się w Madrycie, w trakcie stypendium Erasmusa. Tam tez po raz pierwszy zostałyśmy zaproszone na koncert w prywatnym mieszkaniu.

Agata: Projekt nazywał się Sofa Underground i nic nam to nie mówiło. Właściwie to poproszono nas o pomoc przy robieniu kanapek, poczęstunku dla gości, którzy przyszli na koncert. Potem jeszcze dwa razy miałyśmy szczęście znaleźć się na Sofie w trakcie naszego półrocznego pobytu.

Paulina: Jak szłam na ten koncert to się zastanawiałam, co to w ogóle może być, w jakimś mieszkaniu, nie bardzo wiadomo czyim, tak do domu, komuś włazić na koncert, no dziwne mi się to wydało. Za pierwszym razem nie musiałyśmy się zapisywać, ale już za na następne koncerty tak: trzeba było wysłać mail, uzasadnić, dlaczego chce się przyjść, i czekać, czy nas przyjęto.

 

 

 

A jak wyglądało to pierwsze madryckie mieszkanie?

Agata: To było niedaleko Pałacu Królewskiego, na poddaszu z pięknie przeszkloną ścianą, która stanowiła naturalne tło sofy, z niesamowitym widokiem na miasto. Sofa, jako mebel, jest zawsze, ponieważ jest tradycją, że to właśnie na sofach w każdym mieszkaniu siedzą zaproszeni artyści.

Paulina: I można było wejść na dach!

 

Czy zapraszano tylko muzyków?

Paulina: Sofa ma na celu prezentację różnorodnej twórczości artystycznej. Podczas madryckich spotkań odbywały się też wernisaże grafiki, czytanie poezji, projekcje filmowe.

Agata: I jeszcze „dibujo a domicilio”, czyli rysowanie na żywo w trakcie koncertów, niejako uwiecznianie w graficznych kadrach scen z koncertów.

 

 

A jedzenie?

Paulina: O tak! To integralna część Sofy. Zawsze były pyszności, pamiętam czekoladowe ciasteczka Glorii.

Agata: Proste, lokalne i bardzo smaczne.

 

I co dalej, jak przytargałyście ten hiszpański mebel do Krakowa?

Paulina: Kiedy byłyśmy na ostatniej Sofie, powiedziałam, że bardzo szkoda, że to już ostatni raz i żałuję, że nie ma czegoś takiego w Krakowie. Wtedy organizator madryckiej Sofy, Chris, rzucił: “To wy ją zróbcie!”. I bardzo zapalił się do tego pomysłu, chyba wtedy bardziej niż my.

Agata: Wtedy nie było jeszcze Sofy w innych miastach, ale w niedługim czasie dołączyły Bilbao, Sewilla, Walencja, Budapeszt i San Francisco. Kiedy zaczynałyśmy organizować Sofę, Kraków był pierwszym miastem poza Hiszpanią!

 

 

Wracacie do Krakowa i co dalej?

Paulina: Nie mogłyśmy już zrezygnować. Chris bardzo nas wspierał, pisał do nas, dopytywał, jak nam idzie, czy jesteśmy już po wstępnych ustaleniach.

Agata: Czułyśmy jego duchowe wsparcie i byłyśmy mocno zmotywowane, żeby zorganizować pionierski koncert w Krakowie.

Paulina: Pierwsza Sofa była dla znajomych, taki przyjazny poligon doświadczalny. Nie wiedziałyśmy, jaki będzie odzew i jak to ugryźć od strony organizacyjnej. Agata założyła stronę na Faceboook’u Sofa Underground Cracow.

Agata: Poszłyśmy też na słynne prezentacje Pecha Kucha w jednym z krakowskich klubów, gdzie w ciągu sześciu minut musiałyśmy opowiedzieć, czym jest nasz projekt i czego szukamy.

Paulina: Pamiętam, gdy o tej pierwszej Sofie mówiłam znajomym, że to będzie koncert, a nie zwyczajowa impreza, to odniosłam wrażenie, że nie bardzo w to wierzą, w inną formułę, że coś wymyślam.

Agata: Miejsce było malusieńkie, 30 metrów, nazywano je „gniazdkiem”, pokój z antresolą. Mailowo zgłosiła się jedna para! (śmiech). Bardzo na nich czekałyśmy, byłyśmy ciekawe, kim są, jak zareagują na tę formułę. Ale niestety nie pojawili się. Było nam przykro.

Paulina: Ktoś powiedział wtedy, że więcej zaprosiłyśmy ludzi do robienia zdjęć i dokumentacji -  chciałyśmy mieć je do późniejszego nagłaśniania akcji - niż słuchaczy.

 

 

Nie zraziło was to?

Paulina i Agata (chórem): Ależ nie!

Paulina: Następna Sofa odbyła się trzy miesiące później w pięknym, ogromnym starym mieszkaniu na ulicy Karmelickiej.

 

Zapraszacie muzyków, przyjeżdżają na własny koszt, grają za darmo, to dość nietypowe jak na Kraków.

Agata: Nie tylko muzyków. Miałyśmy tez teatr lalek, wystawę fotografii, grafik, obrazów.

Paulina: Też się same zastanawiamy, że oni chcą.

Agata: Oni czują, że to jest niezwykły projekt i że może być zalążkiem czegoś większego w ich karierze. Czasami zapraszamy konkretne osoby, znamy je, lub też znają ich nasi przyjaciele. Wielu muzyków jednak zgłasza się do nas samych. Podoba im się niekomercyjny charakter projektu i częstokroć są zwolennikami oddolnych inicjatyw i nietuzinkowych prezentacji muzycznych.

Paulina: Dla większości z nich to pierwszy występ przed publicznością, stresują się, są stremowani i właśnie koncert wychodzi wtedy najpiękniej, najbardziej prawdziwie. A publiczność potrafi to docenić.

 

 

Muzyczny eklektyzm to znak rozpoznawczy Sofy.

Paulina: Tak. Miałyśmy do tej pory konkretną mieszankę wybuchową. Jedna z sof zaczęła się od subtelnej i nostalgicznej muzyki projektu Patrick the Pan, przechodząc przez niesamowite jazzowe interpretacje Ani Andrzejewskiej, aż po energetyczny duet Is it Tomorrow. Przez sofę przewinęły się również projekty okołoteatralne. Na przedostatniej sofie performerka Dominika Śniegocka improwizowała wspólnie z projektem muzycznym Sibiga. Efekt zaskoczył nie tylko publiczność, ale i samych wykonawców.

 

Sofowi muzycy robią karierę?

Paulina: O, dobrze, że o to pytasz. Nasza znajoma, która bierze ślub w sierpniu, zachwyciła się muzyką jednego z zespołów, inspirowaną dźwiękami krajów Bliskiego Wschodu, i zagrają na jej weselu. Pojawiają się wspólne projekty, muzycy zapraszani są do innych miast na podobne koncerty. Jeden z muzyków zaczął grać z teatrem lalek, który wystąpił już u nas wcześniej. Sofa łączy ludzi! Artysta z drugiej Sofy, Patrick The Pan, już po koncercie sprzedał kilka egzemplarzy swojej pierwszej, dopiero co wydanej płyty.

Agata: A ci, którzy przychodzą ich słuchać, potem zachwyceni udostępniają swoje mieszkania. I tak to się toczy. Dowiedziałyśmy się nawet o miłosnej historii! Ktoś kogoś poznał na Sofie i zakochał się z wzajemnością.

 

Jak powstaje Sofa?

Paulina: Najpierw musimy znaleźć mieszkanie. Czekamy, aż ktoś się zgłosi, rozpuszczamy wici.Jak już je mamy, przychodzi pora na dobranie muzyków. I tu pojawiają się problemy: trzeba dopasować ich terminy do daty zarezerwowanego mieszkania. To nie jest łatwe i stąd wynikają duże przerwy w kolejnych Sofach.

Agata: Mimo, że często jest to męczące i zmiany nas zaskakują, uwielbiamy to robić i nie wyobrażamy sobie, że Sofa zniknie z Krakowa.

 

 

 

Czyli zostajecie w Krakowie? Czym się zajmujecie na co dzień?

Agata: Aktualnie przygotowuję dyplom, projektuję Centrum Sztuk Performatywnych w Nowej Hucie. Czasami tworzę scenografię do etiud studenckich, zdarza mi się projektować witryny sklepowe.  

Paulina:Też przygotowuję pracę dyplomową -  rewitalizację basenu Polfy. Wiemy tylko, że architekci to ludzie, którzy robią milion rzeczy na raz ;)

 

Dziękujemy za rozmowę!

 

Aktualna sofa zawsze na Sofa Underground Cracow!

 

 

 

 

x

Subscribe to our mailing list

*indicates required