Menu Zarezerwuj
Puro Mag

KRAKÓW: Winna niewinność w BARaWINO

23.10.2015 City

Krakusy nie lubią zmian. Chcą, żeby było, jak jest. Mają przyzwyczajenia, wydeptane ścieżki, parę ukochanych miejsc, jedno z dobrą kawą, drugie z pączkami, ulubioną ławkę na Plantach. Ale okazuje się, że jak nikt kochają wino i dla tego wytrawnego trunku są w stanie zmienić swoją codzienną trasę spaceru. Na krakowskiej mapie winnych barów nie ma zbyt dużo; powstały raptem w ciągu ostatnich dwóch lat. W te wakacje dołączył do nich jeszcze jeden, wyjątkowy, który połączył dwa miasta: Kraków i Warszawę.

BARaWINO, na wzór francuskich bar-a-win, to winiarnia pod szyldem Kondrat Wina Wybrane. Ulokowała się na Kazimierzu, tam, gdzie krzyżują się ulice prowadzące na Podgórze, gdzie turyści ciągną tłumnie na kładkę Bernatkę, spacerowicze na bulwary wiślane, a wieczorni balowicze na dancingi na przycumowanych barkach. Jednym słowem: w epicentrum ruchu wszelakiego w te i wewte. Zewnętrzne ściany winiarni dyskretnie zdobią graficzne rysunki i skromny szyld. Monochromatyczne wnętrze w tonacjach szarości przyprawione brązem stolików z surowego drewna, przyciąga wzrok nie kończącymi się rzędami wielobarwnych butelek z pierwszoplanową, szlachetną zawartością w kolorze burgunda. Raj, westchnął pewnie niejeden miłośnik wina na widok tej obfitości. Tak, winny raj dostępny dla każdego. Opowie nam o nim Antosia Turnau - dziś już Kondrat.

Tekst: Kasia Pilitowska
Zdjęcia: BARaWiNO

Antosiu, znalazłam w mediach wypowiedź Twojego taty, Grzegorza Turnaua, że spijałaś jako bardzo młoda osoba resztki wina i szampana na imprezach w Piwnicy pod Baranami. Pan Grzegorz twierdzi jednak, że wino wprawiało Cię w melancholijny nastrój, i że po nim płakałaś. Zresztą sam miewał podobne reakcje. Jak to jest teraz?

Rzeczywiście smak wina poznałam nieco wcześniej, niż powinnam. Jeździłam z rodzicami na wakacje w różne ciekawe miejsca, a często ten szlak biegł od winnicy do winnicy. Niejako organicznie uczyłam się wina rozróżniać i doceniać. We Włoszech czy Francji, jak się już dorośnie na tyle, żeby samodzielnie utrzymać w ręku sztućce i kieliszek, jest się uważanym za człowieka wystarczająco dorosłego, by przysługiwał ci symboliczny kieliszek wina. Mnie też nalewano homeopatycznym porcje w trakcie degustacji. Poza ekscytacją bycia dopuszczoną do życia dorosłych, z tego okresu pozostała mi cenna, zmysłowa, by nie powiedzieć - organoleptyczna - nauka. Okazało się na przykład, że wina różnią się od siebie nie tylko kolorem, i że niekoniecznie muszą być słodkie. Było i nadal jest dla mnie fascynujące bywanie w miejscu, w którym wino powstaje. Jeśli pierwszy kieliszek wina nalewa ci ten, kto zrobił je własnymi rękami, jeśli słuchasz jego opowieści, to nawet jeśli potem okazuje się, że to wino nie należy do wybitnych, wrażenie jest ogromne.

Jakie?

Po każdym takim spotkaniu pozostaje intensywne wspomnienie - czysto zmysłowe. Kiedy, będąc już zupełnie gdzie indziej, otworzysz taką butelkę, czujesz w nim zapach tamtego dnia, widzisz słońce i słyszysz lekki wiatr poruszający krzewami winnymi, czasem przypomnisz sobie słony smak w ustach i morską bryzę wyczuwalną w powietrzu. To wszystko wpływa na smak i charakter wina. Oczywiście to siła sugestii -  z zamkniętymi oczami, w tak zwanym blind teście tylko wytrawni sommelierzy potrafią odtworzyć te okoliczności. Ale taka butelka wina przywieziona z wakacji jest lepsza niż sto fotografii! Dzięki rodzicom, którzy zabierali mnie na swoje winne wyprawy i przymykali oko na to, że czasami coś tam siorbnęłam z kieliszka, zawsze traktowałam i nadal traktuję wino jako napój szczególny; jego procenty nie są pierwszoplanowe. Wino nie jest do upijania się, są łatwiejsze sposoby na osiągnięcie tego stanu.

Skończyłaś polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiowałaś w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Napisałaś z Michałem Rusinkiem opowiadania kryminalne, potem czytano je na antenie Radia Kraków. Nic nie wskazywało na to, że kiedyś usiądę z Tobą przy stoliku w Twoim winebarze.

Z jedej strony nic, ale zarazem myślę, że wszystko do tego zmierzało. Części układanki idealnie się połączyły, choć faktycznie wtedy o tym nie wiedziałam. Wybór studiów był tyleż świadomy, co wynikający z pewnego braku wyboru. Interesowałam się wieloma rzeczami. Z domu zaś wyniosłam silne przekonanie, że można robić różne rzeczy: śpiewać, grać, tańczyć, malować, ale wartością podstawową i nadrzędną jest literatura. I cokolwiek by się nie robiło w życiu, należy się z nią zaprzyjaźnić. Więc uznałam, że skoro nie wiem, co chcę robić, to polonistyka nigdy nie będzie stratą czasu. To będzie moja baza. A wino? W literaturze też go pełno!

I pojechałaś szukać pracy w Warszawie.

Tak. Znalazłam ją w firmie Marek Kondrat Wina Wybrane, gdzie zostałam asystentem. To się nazywa specjalista, czyli najniższy stopień w hierarchii. 

A pisali w gazetach PR menadżer...

W gazetach różnie rzeczy piszą… Nigdy nie udawałam, że jestem biegła w tak zwanym PR-ze. Marek zaproponował mi pracę w swojej firmie, która właśnie się przeobrażała w nową markę - Kondrat Wina Wybrane. Dostałam od niego ogromny kredyt zaufania. Kierując się głównie intuicją, starałam się być pomocna w czym tylko mogłam. To był początkowo bardzo niewielki zespół, więc nasze kompetencje niekiedy się na siebie nakładały. Organizowanie degustacji, spotkań z właścicielami winnic, czasem projektowanie wszelakich druków promocyjnych (zanim zajął się tym nieoceniony Luksemburk). Miałam przeróżne zadania i cały czas się uczyłam. I to winne życie bardzo mnie wciągnęło.

Tak, to widać, siedzimy w Twojej winiarni.

W naszej, firmowej, a jako, że mieszkam niedaleko, to jej doglądam. Winiarnia jest naturalną częścią rozwoju firmy, choć na początku obawialiśmy się, czy aby ten krok nie jest za wczesny. To wielka różnica pomiędzy prowadzeniem sklepu a baru. Rynek winny dynamicznie się rozwija, rośnie sprzedaż wina przez internet (bo cóż wygodniejszego niż kliknąć dwa razy i dostać wybrane wino pod drzwi!). Pomyśleliśmy, że jeśli sklepy stacjonarne mają być w jakikolwiek sposób konkurencyjne dla sklepu internetowego, to właśnie dzięki możliwości skosztowania tego wina na miejscu.

A nie bałaś się, że kultura picia wina w Polsce nie jest powszechna?

Nie. Świadomość, że wino nie jest pierwszym wyborem, wręcz zachęciła nas do otwarcia BARaWINO. Mamy znakomitą załogę w winiarni. To ludzie, którzy o naszych winach wiedzą wszystko, od lat pracują w naszym sklepie firmowym w Krakowie przy ul. Dolnych Młynów. Wśród dyskontowych półek z nieprzebraną ilością win tylko prawdziwy koneser jest w stanie wyłuskać coś prawdziwie wartościowego. A w tak zwanych sklepach specjalistycznych, czyli w takim miejscu jak nasze, nie musisz być ekspertem: to my nim musimy być, żeby pomóc ci odnaleźć wino, którego szukasz. A w BARaWINIE możesz go spróbować zanim zaryzykujesz i kupisz sugerowaną przez nas butelkę.

No właśnie, jako pierwsi w Krakowie wprowadziliście różne pojemności kieliszków.  

Mamy ponad 40 win na kieliszki dostępnych w trzech rozmiarach: 50, 100 (czyli klasyczny rozmiar) i 150 ml. Więc żeby ułatwić wybór, można spróbować tę najmniejszą ilość za niewielką cenę, bo już za 2 zł, a potem im więcej, tym - proporcjonalnie - cena wzrasta. Poza tym możesz w ciągu jednego wieczoru skosztować kilku rodzajów wina, co pozwoli dowiedzieć się, jakie wino najbardziej ci smakuje. Naszą największą ambicją było, żeby wino przestało być wyborem ekonomicznym. Przy niewysokich kwotach dostosowanych do pojemności kieliszka, wybór między piwem a winem nie jest już podyktowany ceną.

Przychodzą starzy i młodzi?

Tak, gościmy tu miłośników wina w każdym wieku! Piątki są dniami bez „korkowego” czyli kupując butelkę wina płacisz za nią tyle ile w sklepie - bez dodatkowej marży - to przyciąga młodszą klientelę, ale nie tylko. To są pierwsze miesiące winiarni, takie miejsca potrzebują czasu, żeby się „przyjąć” czy „zadomowić”, bo Kraków jest wybredny. Więc entuzjazm chowam na „za jakiś czas”.

Tak się złożyło, że otwarcie BARaWINO zbiegło się z wyprodukowaniem pierwszych butelek wina z Winnicy Turnau.

To zupełny przypadek. Winnica powstała kilka lat temu, ma 17,5 ha i leży pod Szczecinem. Mój tata dołączył do swojego kuzyna Zbyszka i razem z jego synem (moim kuzynem) Jackiem i przyjacielem enologiem Tomkiem Kasickim postanowili robić wino. Na początku miało to być hobbystyczne zajęcie, a rozwinęło się w największą winnicę w Polsce. Marek Kondrat i jego koledzy po fachu odwiedzili winnicę na początku jej działalności, byli pozytywnie zaskoczeni. Marek wpadł na pomysł, żeby zaprosić do niej kogoś, kto robi wino w podobnym klimacie, kto doradziłby to i owo początkującym winiarzom z północy. Zaprosił więc jednego z naszych producentów Franka Fausta znad Renu. Frank zdziwił się, że ktoś w Polsce w tak ogromnej winnicy robi wino, ale przyjechał i nie tylko doradził, ale nawet zgodził się być głównym enologiem winnicy. W BARaWINO mamy wszystkie wina z Winnicy Turnau, a cztery z nich są także w ofercie kieliszkowej.

Jakie lubisz wina?

Nie mam jednego ulubionego wina ani ulubionego szczepu. Na tych półkach mam ulubione butelki, ale ze względów raczej sentymentalnych, zwłaszcza te, które miałam szczęście oglądać w ich miejscu narodzin: nowozelandzkie pinoty od Michaela Seresina, radosne Filoco od Marty Macedo znad rzeki Douro czy eleganckie, mineralne sauvignon blanc znad Loary…

Czy jedzenie do wina jest ważne?

I to jak! W BARaWINO nie mamy swojej kuchni, ale podajemy przekąski do wina od małych lokalnych producentów. Są polskie sery, ale też portugalskie rybki w puszkach (genialne!),  dobra oliwa, oliwki, obwarzanki i chleb ze słynnej kazimierskiej Piekarni Mojego Taty. Uwielbiam dobrą kuchnię, ale czasami poza kromką dobrego chleba z masłem czy oliwą, nic więcej do wina nie potrzeba. Produktów szukamy na - szczęśliwie coraz liczniejszych - targach i bazarach. Chcemy kupować bezpośrednio od producentów, poznawać twórców, rodowód, pochodzenie. Tak samo jak z winem.

Widzę tu pianino.

Właśnie, zapraszamy! Wybieram się do Akademii Muzycznej na poszukiwanie młodych muzyków, którzy chcieliby czasem u nas zagrać. Ciągle nie mogę się pozbyć tego przekonania, a wyniosłam je z domu, że mieszkanie czy lokal bez instrumentu są niepełne.

Similar articles

PURO MOOD for FOOD: Less is more
24.07.2016 City

PURO MOOD for FOOD: Less is more

PURO MOOD... for FOOD: Ósmy smak? Kwiatowy
22.04.2015 City

PURO MOOD... for FOOD: Ósmy smak? Kwiatowy